Oliver Bowden, Assassin’s Creed.Porzuceni

Kolejna, piąta już książkowa odsłona cyklu Assassin’s Creed przenosi swoich czytelników w zupełnie nowy świat. Dosłownie i w przenośni, bo spora część powieści rozgrywa się na amerykańskiej ziemi a główny bohater jest… templariuszem. Czy ta rewolucja się w ogóle opłaciła? Po lekturze wcale nie jest łatwiej odpowiedzieć na to pytanie.

Oliver Bowden, Assassin's Creed.Porzuceni

Oliver Bowden, Assassin’s Creed.Porzuceni

Londyn, XVIII wiek. Dziesięcioletni Haytham Kenway jest świadkiem ataku zamaskowanych zabójców na rodzinną posiadłość. W walce ginie jego ojciec, siostra zostaje uprowadzona, a on sam po raz pierwszy zabija człowieka. Od tej chwili życie stanie się dla niego poszukiwaniem prawdy o tym, co wydarzyło się faktycznie tamtej grudniowej nocy. Ściganie winnych śmierci ojca stanie się jednocześnie twardą szkołą życia. Niejednokrotnie zdradzany przez najbliższych współpracowników, zmuszany do częstego zadawania śmierci, będzie starał się zachować człowieczeństwo w okrutnym świecie. Odkrycie odpowiedzialnych za utratę rodziny zrodzi w rezultacie więcej pytań niż odpowiedzi.

Haytham Kenway, główny bohater Assassin’s Creed. Porzuceni, to postać bardzo dobrze zarysowana, co stanowi o sile tej książki. Śledzimy kilkadziesiąt lat jego życia jako pasmo ciągłych zmian i poszukiwań. Pozornie nie ma nic dziwnego w tym, że człowiek zmienia się wraz z upływem czasu. Jednak w powieści przygodowej zazwyczaj bohater przechodzi tylko jedną przemianę, podejmując się jakiegoś konkretnego zadania do wykonania. Wszystkie kolejne poczynania są jedynie następstwem tej decyzji. Kenway odbiega od schematu. Jest bohaterem ciągle poszukującym, niepewnym własnego oglądu spraw. Nie ma w nim bezwzględnego poczucia nieomylności , a rozwój wypadków potwierdza owo zagubienie. Świat nie jest czarno-biały, każda ze stron ma swoje racje, którym trudno odmówić słuszności. Haytham dzieli się z nami swoimi wątpliwościami, przyznaje do błędów w ocenie ludzi czy sytuacji. Dzięki temu staje się bliższy czytelnikowi, jest bowiem kimś zwyczajnym wciągniętym w niezwyczajne okoliczności.

Akcja książki rozwija się dość niespiesznie. Początkowe partie trudno zaliczyć do szczególnie interesujących, sytuacja zmienia się jednak w miarę rozwoju fabuły. Coraz więcej scen walki, szybciej następujące po sobie kluczowe wydarzenia i nagłe zwroty akcji sprawiają, że czytelnik zostaje wciągnięty w lekturę w sposób niemal niezauważalny. Spora liczba różnych lokalizacji sprawia, że trudno się nudzić i zdecydowanie zwiększa przyjemność płynącą z towarzyszenia Kenwayowi w jego przygodach. Oliwier Bowden postawił na rozgrywanie klasycznej przygody, odchodząc nieco od tego, do czego przyzwyczaił nas we wcześniejszych tomach.

Trochę brakowało mi w Assassin’s Creed. Porzuceni historii pisanej wielką literą. Poprzednie części cyklu przyzwyczaiły mnie do obserwowania poczynań postaci znanych z podręczników. I tutaj pojawiają się co prawda postaci znane, jak choćby Jerzy Waszyngton, ale nie stanowią ważnych elementów powieści. Szkoda, bo jednak nawiązywanie do rzeczywistych aktorów przełomowych wydarzeń czyniło z powieści Bowdena coś więcej niż zwykłą przygodową literaturę. Niestety, tego w tej części praktycznie nie ma. Wydaje mi się, że autor nie wykorzystał w pełni potencjału, który dawało mu umieszczenie akcji podczas amerykańskiej wojny o niepodległość. Zdecydowanie zabrakło szerszego ujęcia tematu, który mógłby okazać się bardzo interesujący dla odbiorców i sprawić, że książka byłaby ciekawsza. Nie wspominając już o tym, że czytelnik mógł – przy okazji rozrywkowej bądź co bądź lektury – poznać nieco faktów historycznych.

Skoro już o brakach mowa, to zdziwił mnie nieco także bardzo słabo zarysowany konflikt pomiędzy templariuszami a asasynami. Oczywiście, po lekturze pierwszych trzech części wiemy już sporo o przyczynach tej wielowiekowej wojny, ale brak choćby próby szerszego nakreślenia losów obu zakonów niewątpliwie stanowi spory minus w ocenie najnowszego tomu cyklu. Samo poszukiwanie starożytnego artefaktu również zostało opisane jakby mimochodem, bardzo pobieżnie. Brak przede wszystkim opisania znaczenia czy domniemanego sposobu działania amuletów sprawia, że czytelnik może poczuć się zdezorientowany i nieco zawiedziony. Otwarte zakończenie książki daje jednak pewną nadzieję na to, że powstanie kolejna odsłona Assassin’s Creed, która, być może, okaże się rozwinięciem wątków zarysowanych w Assassin’s Creed. Porzuceni.

Najnowszą książkę Bowdena czyta się dobrze. Akcja toczy się w narastającym tempie, postaci bohaterów są nietuzinkowe, a sceny walki zostały świetnie opisane. Trochę żal zmarnowanych szans w zakresie szerszego opisania świata, ale w gruncie rzeczy ten tom powinien przypaść do gustu wszystkim tym, dla których świat asasynów i templariuszy pozostaje przede wszystkim ciekawą przygodą. Kilka godzin spędzonych w tym świecie nie będzie czasem zmarnowanym. Co do odpowiedzi na pytanie postawione na wstępie – rewolucyjne zmiany zapewne znajdą swoich zdeklarowanych zwolenników i wrogów, ale taki już los rewolucji. Na zmianie systemu ktoś nowy zyskuje a ktoś inny traci. Assassin’s Creed. Porzuceni są tego najlepszym dowodem.

recenzja ukazała się na portalu polter.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s