Michał Zygmunt, Nienawiść

Dawno już nie zdarzyło mi się czytać tak słabej powieści z kręgu młodej polskiej prozy. Nienawiść właściwie jest znakomicie dobranym tytułem – po zakończonej lekturze nienawidzimy autora za zmarnowanie nam dwóch godzin życia. Pod względem marketingowym jest zatem dobrze, ale to już wszystko, co można pozytywnego powiedzieć o tej książce.

Michał Zygmunt, Nienawiść

Michał Zygmunt, Nienawiść

Jest rok 2084 i od razu wpadamy w koleiny utopijnego świata nieokreślonej przyszłości, inwigilacji, zakazów i dziwnych narkotyków. Wychodząc od Orwella i Huxleya, przechodzimy  – poprzez Burgessa – szybciutko do króla dystopijnej opresji Dicka, ale dramatycznie nic z tego nie wynika. Autor korzysta z zużytych, mocno przebrzmiałych i jedynie nużących czytelnika klisz przekonując nas przy tym, że czyni tak z zamysłem wprowadzenia nastroju postmodernistycznej zabawy. Być może takie gierki byłyby uprawnione jeszcze u końca XX wieku, dziś mogą budzić jedynie uśmiech politowania. Mogą też przerażać, bo jeśli taki jest stan młodej polskiej prozy, która wyważa otwarte dziesięciolecia temu drzwi i czyni to z rewolucyjną miną odkrywcy nieznanego lądu, to należy zacząć się bać. Śmierć literatury może być znacznie bliżej niż to się nam wydaje.

Jeszcze gorzej jest w retrospekcji, czyli współczesnym nam świecie, opisywanym za pomocą czegoś w rodzaju potrójnego dziennika czy pamiętnika, bo odwołań do przeszłości postaci zamieszczają tak wiele, że trudno jednoznacznie wyrokować. Trójka bohaterów – nauczyciel, jego żona i białoruski policjant tajnej policji – jest  jednak kompletnie płaska, Rządzi nimi jeden tylko wymiar, nie przechodzą w swoim nudnym i nużącym życiu żadnych przemian. Finał pasuje mniej więcej jak pięść do nosa i jest do przewidzenia w połowie książki, bo przecież nienawiść zawsze prowadzi do agresji. To jeszcze można znieść, wszak ilość fabularnych wątków skurczyła się dramatycznie. Dużo bardziej martwi właśnie ta prostota w budowie bohaterów. Gdyby autorowi zdażyło się użyć podobnego stereotypu na opis czarnoskórych bądź homoseksualnych postaci, byłaby z tego ogromna afera. Skoro jednak opisuje „typowo” polską rodzinę, w której nie ma miłości, jest za to cicha wojna, powstała z frustracji i nienawiści, wszystko zdaje się być w porządku wzdłuż linii politycznej istniejącej w Krytyce Politycznej, Nie przeszkadza mi literatura zaangażowana, zgadzam się z niegdysiejszymi tezami Igora Stokfiszewskiego, ale zupełnie nie ma w tym linii artystycznej, a to jest już niewybaczalne z mojego punktu widzenia. Rozumiem też zamysł ukazania ludzi płytkich i ograniczonych, ale zupełnie się nie powiódł. Kreska jest za gruba, karykatura zbyt mocna, przegięcie zbyt mocne. Nikt nie uwierzy, że to ma jakiś poważniejszy podtekst. Być może Zygmunt postanowił posłużyć się pastiszem i ironią by powiedzieć coś istotnego o naszym współczesnym świecie, trudno jednak znaleźć ślady głębszego namysłu.

Nienawiść na pewno lokuje się w czołówce najbardziej nieudanych powieści 2014 roku. Szkoda, bo sam zamysł fabularny posiada ogromny potencjał. Niestety, nie po raz pierwszy okazuje się, że dobry pomysł to stanowczo zbyt mało. Potrzeba jeszcze rzemieślniczych umiejętności, których Michał Zygmunt chyba jeszcze po prostu nie ma. Może być i tak, że zaślepiony walką z nienawiścią pisarz po prostu nie przejmował się literaturą. W rezultacie mamy politpoprawną propagandę, od czytania której bolą zęby. Pisać należy z chłodną głową, skorzysta na tym czytelnik. Takiego pisania i autorowi i sobie życzę w nowym roku.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s