Leif GW Persson, Ten, kto zabije smoka

Jakoś długo mi zeszło z rozpoczęciem lektury tej książki. Spróbowałem kiedyś raz, wytrzymałem może z pięćdziesiąt stron i się poddałem. Persson pisze dość specyficznie i długi czas po prostu nie miałem ochoty zagłębiać się w jego język, który nieco mnie drażnił. Ten, kto zabije smoka musiał poczekać na swój czas. Wreszcie skończyłem, zupełnie nie żałuję.

Leif GW Persson, Ten, kto zabije smoka

Leif GW Persson,            Ten, kto zabije smoka

Ten, kto zabije smoka opowiada historię w sposób bardzo wciągający czytelnika. Wychodząc od prostego założenia – ot, śmierć starego alkoholika – mnoży zagadki i tropy, by w finale całkowicie zaskoczyć odbiorcę. Kryminalna fabuła jest po prostu znakomita.
Wspomniałem o dość ciężkim w odbiorze języku. Rzeczywiście, nie każdemu może przypaść do gustu. Nieco toporny, pełny zamierzonych powtórzeń i skrótów myślowych, staje się w pełni zrozumiały dopiero gdzieś przy setnej stronie. Kiedy jednak już w niego wejdziemy, okazuje się nie tylko krystalicznie przejrzysty, ale przede wszystkim najbardziej odpowiedni do snucia tej opowieści. Odpowiada rzeczywistości po prostu, jest taki, jak język używany przez nas na co dzień. Zwyczajnie nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale właśnie tak się porozumiewamy z własnym otoczeniem – trzymamy pewne fakty w rezerwie, inne eksponując, jeszcze inne wręcz wbijając naszym rozmówcom do głów. Czasami niedosłyszymy czegoś, niekiedy przez przypadek, niekiedy zaś z premedytacją. Podobnie przebiegają nasze procesy myślowe – skaczemy z tematu na temat, wiążąc częstokroć odległe zdarzenia w nowe ciągi przyczynowo-skutkowe. Persson zdaje się to doskonale rozumieć, stąd też używa właśnie takiej poetyki.

Detektyw w Tym, kto zabije smoka jest również nieprzystający do roli bohatera walczącego o sprawiedliwość za wszelką cenę. To właściwie antybohater, gliniarz za nic mający przepisy, balansujący cały czas na granicy prawa, niekiedy nawet stąpający po tej ciemnej stronie mocy. Nie da się jednak ukryć, że z każdą kolejną przeczytaną stroną darzymy go coraz większą sympatią. Mimo – a może właśnie dzięki – mniej lub bardziej drobnym szwindlom, które po prostu czynią go bardziej ludzkim, wielowymiarowym, zwyczajnym.

Ten, kto zabije smoka to naprawdę dobra książka. Mniej w niej dziennikarskiego ukazywania problematyki społecznej, tak często obecnej w skandynawskiej literaturze kryminalnej. Kwestie społeczne nie są wyrażane wprost, choć grube gangsterskie ryby to imigranci. Persson rozporawia się jednak ze szwedzką policją dużo mocniej niż czynili to Sjowall i Wahloo czy Larsson. W krótkim rozdziale przedstawia historię stworzenia pewnego odznaczenia, które po raz pierwszy otrzymał policjant tłumiących w latach trzydziestych ubiegłego wieku tak zwany „strajk matek”, czyli kobiet walczących o obniżkę cen żywności. Podsumowaniem rozdziału jest wzmianka, że tym samym odznaczeniem uhonorowano Reinharda Heydricha. Czy trzeba więcej dodawać?

Jeśli zatem nie boicie się zmierzenia z dość chropawym językiem narracji, dalekim od tego, do czego przyzwyczaiły nas masowo wydawane książki pisane przez pisarki, sięgnijcie po Tego, kto zabije smoka. Ta lektura na pewno pozwoli popatrzeć na szwedzkie kryminały w nieco odmienny od ustalonego stereotypu sposób.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s