Krzysztof Beśka, Pozdrowienia z Londynu

Przyznam szczerze, że bardzo długo zwlekałem z lekturą drugiej części cyklu „łódzkiego” autorstwa Krzysztofa Beśki. Główną przyczyną tej zwłoki było moje niejakie rozczarowanie otwierającym cykl Trzecim brzegiem Styksu. Zbyt wiele w tamtej książce odnajdywałem mocno nużących fragmentów o architekturze, topografii i życiu „polskiego Manchesteru”, co sprawiła, że lektura stawała się ciężka. Miałem wrażenie, że autor uległ temu samemu grzechowi, któremu poddało się tak wielu przed nim (i po nim też!) z licznego przecież grona podejmujących próby stworzenia ciekawego kryminału retro. Informacje są ciekawe i mogą interesować czytelnika, zgoda, ale muszą wynikać jakoś z fabuły, a najlepiej byłoby gdyby popychały akcję do przodu. Jeśli tak się nie dzieje, to zaczyna być po prostu nudno. Do tej pory pamiętam lekturę książki Anety Ponomarenko, u której na bodajże trzeciej stronie powieści stróż zamiatający ulicę snuje rozmyślania o historii budynku mieszczącego teatr, łącznie z nazwiskami jego projektantów, kosztami budowy i klasyfikacją stylu. Pomijając fakt, że pod koniec wieku w Kaliszu stróż raczej nie czytałby gazet, sam opis jest po prostu nudnawy i nie zachęca do przejścia do strony czwartej, nawet jeśli kryminalna zagadka okazuje się frapująca. Podobne pasusy w Trzecim brzegu Styksu nie zachęcały mnie do sięgnięcia po kolejną część przygód Stanisława Berga. Cóż, nie doceniłem autora.

Krzysztof Beśka, Pozdrowienia z Londynu

Krzysztof Beśka, Pozdrowienia z Londynu

Muszę w tym miejscu przyznać, że Pozdrowienia z Londynu bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Zamiast przydługich opowieści o wyglądzie łódzkiej ulicy AD 1892, jest szybko krocząca do przodu akcja. Opisy są, ale właśnie wynikają w jakiś sposób z akcji, umotywowane fabułą stanowią jej kostium, nie dominując w tak wyraźny sposób. Niezależnie od tego, czy znajdujemy się w fabryce czy szulerni, to ludzie są głównymi aktorami. Dzięki temu mamy powieść, nie przewodnik po dawnej Łodzi. Jednocześnie jest to powieść retro z prawdziwego zdarzenia, posiadająca odpowiedni klimat. Jest po prostu dobrze, proporcje zostały zachowane, czytelnik może po prostu rozkoszować się lekturą.

Fabuła powieści też powinna zadowolić nawet najbardziej wybrednych miłośników powieści kryminalnej. Autor po raz kolejny sięgnął po motyw już ograny, ten użyty w Pozdrowieniach z Londynu jest chyba najbardziej znany z możliwych, bo któż nie słyszał o słynnym londyńskim mordercy? Ambitne to zadanie, bardzo łatwo polec w tym boju. Wypada w tym miejscu pogratulować Krzysztofowi Beśce udanego zmierzenia się z legendą. W tym pojedynku polski pisarz okazuje się zwycięzcą. Intryguje na tyle sprawnie, by przykuć uwagę czytelnika jednocześnie wodząc go za nos. Za to przecież kochamy kryminały, prawda?

Można znaleźć jakieś słabsze elementy powieści, trzeba jednak czytać uważnie. Największym chyba jest nadto kwiecisty język, jakim posługuje się Beśka (ten grzech wyznaje sam autor na swoim blogu). Do tej pory nie mogę zrozumieć, dlaczego ojciec ukochanej Berga „odbył studia”. Niemniej jednak autor nie męczy nadmiernie swojego czytelnika, tym bardziej że udaje mu się snuć ciekawą intrygę, która skutecznie odciąga uwagę od pisarskich potknięć.

Przyznaję też, że czekam z dużą niecierpliwością na zapowiadaną już kolejną część cyklu, Dolinę Popiołów. Jeśli Krzysztof Beśka utrzyma zwyżkujący poziom, możemy spodziewać się czegoś naprawdę godnego uwagi. Pozdrowienia z Londynu udowodniły, że to pisarz o bogatej wyobraźni i dużej sprawności fabularnej. Warto poświęcić chwilę i sprawdzić to na własną rękę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s