Cokoły i pojedynki

Ostatni internetowy flejm, jaki wywołał Konrad T. Lewandowski, obfituje w prześmieszne i kuriozalne momenty. Argumenty jednej i drugiej strony są czasem prawdziwe, ale większość tak kuriozalna, że szkoda czasu na czytanie podobnych wynurzeń. Nie zamierzam więc cytować, opowiadać się po jakieś stronie czy agitować. Chcę za to niejako na marginesie przypomnieć o tym, o czym niewiele osób zdaje się w ogóle pamiętać. Za ten stan rzeczy odpowiada szkoła, brak powszechnej wiedzy o życiu literackim i ogólnym spadku kultury czytelniczej. Szkoła jest niereformowalna, kulturą zajmuje się pewna sieć handlowa, z wiadomym zresztą skutkiem. Pozostaje jedynie przypominać o czymś takim jak życie literackie właśnie. Skoro jednak to osławione życie literackie przeniosło się do rzeczywistości wirtualnej, warto przypomnieć o dwóch istotnych kwestiach w formie elektronicznej. Być może nawet ma to sens.

Wydaje mi się, że po pierwsze problem wyrasta z naszego poczucia ważności figury pisarza czy też, jak dawniej mawiano, literata. Wciąż jeszcze wielu ludzi w naszym kraju uważa, że twórca to właściwie z automatu wielki autorytet społeczny, moralny i w ogóle chodząca doskonałość. Wystarczy poczytać choćby Andrzeja Pilipiuka (felietony, nie prozę), by zobaczyć, że spustoszenie uczynione wielu pokoleniom Polaków przez umiejętną autoprezentację Henryka Sienkiewicza wcale nie zmalało. Podchodzimy nabożnie wręcz do tego czy innego stukacza w klawiaturę, nie myśląc wcale o tym, że nawet wśród autorów lektur szkolnych mamy naprawdę dziwnych osobników. Villon to złodziej i morderca, Dostojewski hazardzista, pijaków możemy liczyć na tuziny i kopy, samobójców, wariatów, degeneratów wszelkiej maści też jest sporo, kiedy się uważnie przyjrzeć biografiom. W szkole się przeważnie o tym milczy, dzieciom i młodzieży musi wystarczyć biograficzna laurka i solenne zapewnienie o tym, że „Słowacki wielkim poetą był”. No, jak był wielkim poetą (to prawda) to i wielkim człowiekiem. Tak wychowywane społeczeństwo nie pomyśli złego słowa o pisarzu. Co więcej, obruszy się okropnie w chwili, gdy z ust pisarza usłyszy swojskie: „wypierdalać”. Uszy i policzki spłoną rumieńcem, a z ust wydobędą się jedynie słowa świętego oburzenia. Im szybciej zaczniemy młodzieży wybijać z głów kryształowe postaci z cokołów, tym lepiej dla wszystkich będzie.

Punktem drugim jest stosunek pomiędzy twórcą a krytykiem. Pomińmy istotę sporu o to, czy blogerska brać pisze dobrze czy źle, choćby w sensie warsztatowym, nie tym subiektywnym i oceniającym. Dawniej były inne warunki, dziś każdy z dostępem do internetu może kreować się na osobę, która o literaturze może wydawać uprawnione sądy. I bronić się tym, że przecież opinia czy recenzja to subiektywna ocena produktu jakim jest książka. Idąc tym tropem mógłbym zostać krytykiem kulinarnym, choć o gotowaniu mam mierne pojęcie.

Do rzeczy jednak. Od zawsze istniała wojna pomiędzy tworzącymi artystami a oceniającymi ją osobami. Niekiedy dochodziło do pojedynków wręcz (choć przeważnie obie strony były zbyt pijane, by zafundować drugiej kontuzję lub śmierć). Wystarczy jednak sięgnąć po opisy rzeczywistości literackiego światka II RP by zauważyć, że dzisiejsze czasy są bardzo pod tym względem łagodne. Wystarczy poczytać trochę inwektywów w stronę Tuwima, Słonimskiego, Lechonia czy Boya, poczytać ich odpowiedzi, by ze zdumieniem skonstatować, że podobne dzisiejsze afery wzbudziłyby w wielkich naszej literatury jedynie pobłażliwy uśmiech. Kto nie wierzy, niech próbuje na własną rękę przekonać się, że fale nienawiści wcale nie wezbrały w tym kraju dopiero po podłączeniu wtyczki kabla łączącego nas z globalną wioską.

Głupota jest nieuleczalna, ale nikomu jej nie zarzucam. Merytoryczne przygotowanie autora serii kryminałów retro także nie budzi we mnie najmniejszej wątpliwości. Raczej winię ograniczenia wynikające z niewiedzy słynnych „gęsi” lub zwyczajnego lenistwa umysłowego, które każe wszystkim emocjonować się burzą w szklance wody, w dodatku wirtualną i bez znaczenia. Żeby się dobrze spierać o literaturę też trzeba mieć o niej jakieś pojęcie. Wówczas dopiero można toczyć pojedynki i zrzucać z cokołów. Wtedy to będzie huk. Wtedy to będzie się działo. Na razie naprawdę nie ma czym się emocjonować.

Advertisements

One comment

  1. Reblogged this on Muzo Stajnia and commented:
    Cytat z tekstu: ” Wciąż jeszcze wielu ludzi w naszym kraju uważa, że twórca to właściwie z automatu wielki autorytet społeczny, moralny i w ogóle chodząca doskonałość. Wystarczy poczytać choćby Andrzeja Pilipiuka (felietony, nie prozę), by zobaczyć, że spustoszenie uczynione wielu pokoleniom Polaków przez umiejętną autoprezentację Henryka Sienkiewicza wcale nie zmalało. Podchodzimy nabożnie wręcz do tego czy innego stukacza w klawiaturę, nie myśląc wcale o tym, że nawet wśród autorów lektur szkolnych mamy naprawdę dziwnych osobników. Villon to złodziej i morderca, Dostojewski hazardzista, pijaków możemy liczyć na tuziny i kopy, samobójców, wariatów, degeneratów wszelkiej maści też jest sporo, kiedy się uważnie przyjrzeć biografiom. W szkole się przeważnie o tym milczy, dzieciom i młodzieży musi wystarczyć biograficzna laurka i solenne zapewnienie o tym, że „Słowacki wielkim poetą był”. No, jak był wielkim poetą (to prawda) to i wielkim człowiekiem. Tak wychowywane społeczeństwo nie pomyśli złego słowa o pisarzu. Co więcej, obruszy się okropnie w chwili, gdy z ust pisarza usłyszy swojskie: „wypierdalać”. Uszy i policzki spłoną rumieńcem, a z ust wydobędą się jedynie słowa świętego oburzenia. Im szybciej zaczniemy młodzieży wybijać z głów kryształowe postaci z cokołów, tym lepiej dla wszystkich będzie.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s