Targi Książki? Nie, dziękuję.

Zakończyły się Targi Książki w Krakowie. Pełno opisów, zdjęć, uśmiechniętych mniej lub bardziej szczerze twarzy pisarskiego światka polskiego, który – podobnież nieliczny i wciąż uszczuplany w gronie odbiorców – powiększa swe twórcze szeregi w tempie co najmniej zastanawiającym. Takie czasy jednak nastały, że bywać trzeba, bo inaczej się znika. Albo przynajmniej blaknie.

Wybrałem dobrowolne powolne blaknięcie. Bywam co prawda – coraz rzadziej z braku czasu i nadmiaru innych obowiązków – na spotkaniach autorskich i dyskusjach literackich. Targi książki jednak zupełnie mnie nie interesują, nie tylko z powodu szczupłości portfela. Codziennie czytam w zatłoczonym tramwaju, więc jak mam czas wolny to nie zamierzam spędzać go tłocząc się wśród stoisk z „zaczernionym papierem”. Być może to trauma lat dziecinnych, bo wówczas jako uczeń nauczania początkowego musiałem co roku brać udział w targach szkolnych podręczników i przyborów na placu Wolności we Wrocławiu. Tłok, upał, przepychanie się za wymarzonym tornistrem (mam go gdzieś do tej pory na strychu) nie osłabiło co prawda mojej miłości do książek, ale na pewno sprawiło odczuwanie ogromnej niechęci do targów z książką w roli głównej.

Jest też i tak, że zbyt mało czytuję nowości, może poza literaturą sensacyjną lub – sporadycznie i nieco z przypadku – młodą polską prozę. Omijam „głośne” tytuły, o których wszyscy piszą, bo jak piszą wszyscy, to po jeszcze ja mam zajmować komuś czas. No chyba, że jak w przypadku wątpliwej jakości dzieł autorek powieści w stylu Joanny Chmielewskiej. Tu akurat jestem bezlitosny, bo są „granice, których przekraczać nie wolno”.

Książki podobno mają dusze. Jeśli tak jest rzeczywiście, nie ma ich chyba na targach. Tam jest produkt, podobny do półtusz, schabu i karczku, boczku i parówek. Są rzeźnicy i miłe sklepowe, które mają towar do opchnięcia. To jest targ, nie czytelnia, nie salon literacki. Nie ma czasu na dyskusję, na rozważenie, na zastanawianie się nad sensem, przekazem, intertekstualnym znaczeniem i osadzeniem w gatunku. Liczą się bardziej od liter cyfry, a przecież, jak pisał kolejny z dawno zapomnianych pisarzy, „nie można spotkać cyfr w towarzystwie”.

Zamiast targów książki wybiorę się raczej do antykwariatu, w poszukiwaniu czegoś nieco bardziej trwałego niż częstokroć wątpliwej jakości książka, wspierana fałszywym uśmiechem autora/autorki i ogromnym budżetem działu marketingu. Skończę zapewne wracając do domu ze sztuką Brechta lub dziejami ruchu robotniczego w Radomiu w pierwszej połowie XX wieku. I będę szczęśliwy, bo nic mnie tak nie uszczęśliwia jak czytanie nikomu niepotrzebnych i zapomnianych książek. Bestsellery pozostawiam ludziom mającym odmienne gusta, pewnie i lepsze od moich.

Reklamy

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s