Widzą nas nieostro

Co to się dzieje, mainstreamowa prasa w postaci Gazety Wyborczej pochyliła się nad dolą polskiej blogosfery książkowej. Artykuł – jeśli można w ogóle użyć takiego odpowiedzialnego słowa na określenie zamieszczonego tekściku – obnaża polską prasę dnia dzisiejszego w dużo większym stopniu niż czyni blogowanie o książkach zrozumiałe dla szerokiej publiczności. Polska prasa kiepska jest, podobnie jak książkowa blogosfera. O tym właśnie możemy dowiedzieć się z tekstu prezentowanego na łamach. Jeśli tylko zastosujemy czytanie między wierszami, o co dziś jednak nieco trudniej niż lat temu trzydzieści. W domach już tego nie uczą, w szkole ciągle jeszcze chodzi tylko o zrozumienie klucza.

Tezy są tam dwie, jeśli dobrze zrozumiałem. Po pierwsze primo: z bloga wyżyć się nie da. Po drugie primo: blogi to w większości bełkot. Obie tezy uprawnione, obie zasadne. Na tej samej zasadzie jednak można wnioskować na podstawie wartości materiału dziennikarskiego, iż polskie dziennikarstwo to dno, a i wyżyć się z tego nie da. Prawda brutalna, ale dość logiczna, nawet dla mojego, dość odległego od nauk ścisłych umysłu. Zdrowy chłopski rozum wystarczy, nawet jeśli to dziś niepolitycznie mówić o płci mózgu i niemodnie o własnym pochodzeniu społecznym.

Prawda – jak zawsze zresztą – leży po środku. Gwiazdy blogerskiego półświatka lśnią coraz bardziej, monetyzując (wzorem jednego pana co założył portal społecznościowy i przy okazji spopularyzował nowe słowo) własną popularność. Inni piszą tylko o tym, co nowe i modne, chwaląc głośno grafomomańskie gnioty, bo ze współpracy z wydawnictwami lub pisarzami można uzyskać rozgłos, a ten będzie można zmonetyzować. Są też recenzje w stylu tych prezentowanych przez pismo „Fan Book”, gdzie trzynastoletni bloger może zjechać w pięciu zdaniach „Legendę o Rolandzie” czy innych „Krzyżaków” bez poczucia zagrożenia ze strony nauczycielki polskiego i z poczuciem pęczniejącej dumy uzyskania wydruku tekstu. I tak dalej i tak dalej.

Wielka, wielka krzywda została – nie po raz pierwszy zresztą – wyrządzona wszystkim tym, którzy piszą o książkach z jednego prozaicznego powodu: z głupiej i naiwnej, bo zupełnie bezinteresownej,  miłości do książek. To oni i one, napędzani pospołu miłością i pasją, tworzą rzeczy, które warto czytać. W zalewie tandety i marketingowych sztuczek giną, a przecież są solą tej wirtualnej ziemi, na której opierają się wszyscy czytelnicy książek.

Warto zatem pisać, nawet jeśli piszecie takie mało skomplikowane noty (a właściwie, jak w moim przypadku, notki), co pokazują miłość do książek. Wszak jeśli wierzyć wielu mądrym ludziom, miłość wszystko zwycięży. Nawet monetyzację.

 

P.S. Jak ktoś musi czytać poważniej o temacie, to można tutaj się sporo dowiedzieć: http://czytambomusze.pl/z-czym-do-ludzi-czyli-co-nieco-o-pisaniu/

 

Advertisements

2 comments

  1. Przykre. Tak faktycznie była mowa o tym zarabianiu na blog, o książkach od wydawnictw, a takiej podstawy zabrakło, a ja w swojej głupocie uznałam, że pewnie o tym nie napisali, bo to przecież oczywiste. A może chciałam w taką wersję wydarzeń uwierzyć. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s