Barry Forshaw, Stieg Larsson. Mężczyzna, który odszedł za wcześnie

Jest taka stara piosenka The Cure zatytułowana Jumping someone else’s train. Jej tekst mówi o konformizmie i o tym, że przestajemy być sobą, bo tak jest łatwiej. Stajemy się kimś zupełnie innym z wygody, dla pieniędzy, dla świętego spokoju wreszcie. Znaczenie dość oczywiste, ale mi to „wskakiwanie do cudzego pociągu” od zawsze kojarzyło się też z czymś zupełnie innym. Chodzi mianowicie o podczepianie się pod obowiązujące mody w celu zarobienia pieniędzy. Stieg Larsson. Mężczyzna, który odszedł za wcześnie autorstwa brytyjskiego dziennikarza Barry’ego Forshawa jest tego zjawiska przykładem wręcz najdoskonalszym. Modny pisarz stanowi przecież fascynujący czytelników temat. Należy zatem dać publice to, czego oczekuje, nie troszcząc się o wiele. Wszak ciemny lud to kupi, prawda?

Barry Forshaw, Mężczyzna, który odszedł za wcześnie

Barry Forshaw, Mężczyzna, który odszedł za wcześnie

Jeśli ktoś już kupił książkę, srodze się zawiedzie. Żadnych ciekawych – w domyśle: pikantnych i kontrowersyjnych – wątków, żadnych odkrytych tajemnic sprzed lat. Po prostu pustka, hasłowość, stereotypowe przepisanie informacji znanych od dawna i nie wnoszących niczego do wytłumaczenia zjawiska popularności Larssona i jego pisarstwa. Wszak wszyscy wiemy, że książki sprzedały się tylko z powodu śmierci pisarza, prawda?

Z 315 stron tekstu połowa to nic innego jak streszczenie całej trylogii Millenium. Forshaw jak gdyby próbuje coś tam analizować, wyłuskiwać sensy, ale robi to w sposób właściwy dwunastolatkom piszącym pierwsze szkolne recenzje. Streszcza wydarzenia i raczy nas banalnymi komunałami na temat tego czy owego wątku. Jeśli naprawdę ktoś chce szukać głębszych sensów i tropów w książkach Larssona, dużo szybciej odkryje je po prostu czytając na nowo całą trylogię.

Kolejne kilkadziesiąt stron to wyznania innych twórców i czytelników na temat szwedzkiego pisarza i jego książek. Znów garść komunałów, znów poczucie zmarnowanego czasu (i pieniędzy) na tak okropnie miałkie dziełko. Trudno, naprawdę trudno doszukać się tutaj jakiegokolwiek autorskiego zamysłu poza tym jednym – zarobienie pieniędzy na wykorzystaniu nośnego tematu. Żadnej wartości ta książka nie ma, zwłaszcza dla kogoś, kto interesuje się choć trochę tematem. Forshaw przepisał garść informacji z gazet, portali i szwedzkich biografii (te zasługują na uwagę czytelnika, może kiedyś napiszę o tych wydanych w Polsce) tylko po to, by wyciągnąć pieniądze od naiwnych czytelników. I chyba mu się udało.

W całym tym szwindlu partycypuje także Świat książki, bo okładka nawiązuje wprost do okładek Millenium, a żeby nikt nie miał wątpliwości, nazwisko Stiega Larssona jest pisane czcionką największą. Wszystko rzecz jasna po to, by zwiększyć sprzedaż. Oczywiście, nie jest to zabronione, ale etycznie też względne.

Tak naprawdę opinię o tej książce można napisać jednym zdaniem. Brzmi ono: Omijać z daleka!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s