Jenny Diski, Lata sześćdziesiąte

Co przychodzi nam na myśl, gdy słyszymy hasło „lata sześćdziesiąte”? Długie włosy i trawka, rockowe koncerty i kolorowe ciuchy. Oczyma wyobraźni widzimy mit, porównywalny do tej utraconej antycznej Arkadii. Jenny Diski nieco chwieje tym wyobrażeniem, nie pozbawiając jednak nas (i siebie) złudzeń do końca.

Jenny Diski,  Lata sześćdziesiąte

Jenny Diski, Lata sześćdziesiąte

To książka o marzeniach. W kilku rozdziałach swojej książki Diski wspomina swoją młodość w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Każdy z tych rozdziałów jest poświęcony innemu tematowi – znajdziemy tu modę, wolną miłość, edukację i psychiatrię. Teorie i idee mają to do siebie, że wyglądają pięknie zaklęte w słowa, mówione i pisane tak wiele razy, że niemalże namacalne. W rzeczywistości jednak na wolnej miłości korzystali jedynie mężczyźni. Nieformalna i postępowa edukacja sprawiała, że dzieci czuły się wyobcowane z grona swoich rówieśników mieszkających po sąsiedzku. Nowa psychiatria dawała jedynie więcej cierpienia ludziom chorym psychicznie. Przykładów jest jeszcze więcej, wszystkie świadczą o wielkiej naiwności ludzi, którzy próbowali zbudować nowego człowieka nie troszcząc się przy tym o sprawy podstaw bytu. I chyba dlatego też ponieśli klęskę.

Diski opisuje tamte czasy bez wielkiej nostalgii. Z perspektywy lat dostrzega zaniechania i wady ruchu, który wypalił się bardzo szybko i w gruncie rzeczy stał się jedynie mitem. Konsekwencje tej porażki czujemy do dziś, bo według brytyjskiej pisarki to właśnie zaniechanie zaangażowania się w rzeczywistość sprawiło, że do władzy doszła Margaret Thatcher. Niektórzy sądzą, że to teza kontrowersyjna, ja jednak podzielam opinię Diski. Budowanie alternatywnego świata sprawiło bowiem, że ludzie z pomysłami, energią i wiedzą przestali służyć własnym społecznościom i zaczęli budować inny świat w skali mikro, tym samym oddając pole działania ludziom, dla których humanizm i empatia były pojęciami zupełnie nieznanymi.

Książkę Diski przeczytać warto przede wszystkim po to, by skonfrontować swoje wyobrażenie o mitycznych latach wolnej miłości i kwiatów we włosach. Jej lektura pewnie nie zachwieje tym wyobrażeniem, ale na pewno dopełni obraz, dodając mu nieco odcieni szarości i czerni.

Reklamy

4 comments

  1. Czytałam „Candy” z Twarzy konktrkultury, a na półce mam jeszcze „Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej…” Po lekturze „Candy” jestem chętna brać wszystko z tej serii w ciemno w swoje łapki. Także na pewno chętnie sięgnę! 🙂

  2. Właśnie czytam „Wszystko się spieprzyło…” Fariny i mam ubaw po pachy – REWELACJA – jak będziesz miał okazję to koniecznie zajrzyj 🙂 Również z serii Twarze Kontrkultury.
    Rozmyślałam nad książką Diski i zastanawiam się, czy faktycznie się teraz nie skusić…

    1. Seria jest naprawdę dobra, czytam sporo tego typu rzeczy od lat i zawsze jest coś ciekawego. Polecam „Eden Express” Marka Vonneguta (tak, z tych Vonnegutów;) o zakładaniu komuny hippisowskiej w Kanadzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s