Jak nie pisać o książkach

Od czasu do czasu pojawiają się takie wpisy, co uczą pisania. Efekt takiej nauki jest podobny do efektu, jaki otrzymuje większość ludzi po kursach pisania kreatywnego. Niby można to czytać, ale przypomina to raczej jedzenie czerstwego pieczywa. Zęby bolą, przyjemność żadna. Dlaczego? Bo posiadanie wiedzy w punktach nie ma się nijak do tego, o co chodzi w literaturze.

Jak wygląda typowa recenzja? Teoretycznie wszyscy wiedzą, wszak szkoła uczy. Uczy także wielu innych rzeczy, a skutki tejże nauki widać gołym okiem. Poza tym trzymanie się szkolnej definicji w punktach niesie ze sobą pewne zagrożenie. Podobnie jak z przepisem na ciasto drożdżowe. Pozornie proste w składnikach,  często nie wyrasta w ogóle na samym końcu. Dlatego też kilka punktów, których nie znajdziecie nigdzie indziej:

1. Streszczenie fabuły to nie recenzja. Niby oczywiste, a i tak większość tekstów jest o tym, kto z kim i dlaczego. Jak ktoś lubi czytać bryki zamiast oryginału, to w porządku, ale nie udawajmy, że piszemy o książce.

2. Kto to napisał? Notka o autorze w drugim dziesięcioleciu XXI wieku, w internetowym opisie książki ma mniej więcej taki sens jak siadanie gołą pupą na rozgrzanej blasze. Można przecież zalinkować biogram autora z wydawnictwa, wikipedii czy facebookowego fan page’a. Sieć polega na linkowaniu od zawsze, ostatnio jakoś zupełnie zanika ta funkcja.

3.Ramy gatunku. Tutaj podobnie jak wyżej. Można poeksperymentować, nawet jeśli powieść jest jakąś tam kombinacją. O tym pisać można, ale po co, skoro inni zrobili to wcześniej, a niektórzy nawet i lepiej? Choć owszem, można dać do zrozumienia, że coś się wie, byleby rozsądnie.

4. Wrażenia czytelnicze. Recenzja książki jest opisem wrażeń, ale bez przesady. Podobało się lub nie, to jedna rzecz. Ale dlaczego się podobało, to już „insza inszość”. Argumentacja jest niezbędna, choćby po to, by ktoś mógł nas zrozumieć.

5. Banał i komunał. Z punktem poprzednim wiąże się ten. Co to znaczy, że książka „czyta się szybko”? Czemuż to „nie można przejść obok niej obojętnie”? Komunał jest zbrodnią, bo pisanie o literaturze – nawet jeśli to jest kolejna książka Olgi Rudnickiej – wymaga choć odrobiny znajomości języka. Nie chodzi tu tylko o ortograficzne koszmary, ale właśnie o wiedzę o tym, co wypada a co nie w używaniu pewnych słów i zwrotów. Jak czytam, że ktoś „wziął nogi za pas i dał radę przeczytać do końca książkę”, to sam biorę nogi za pas i uciekam od takich wspaniałych recenzji.

Jak więc pisać? Hm, ta notka nie jest właściwie o tym. Poważnie zaś – czytać, czytać, czytać. Choćby i to, co ukazuje się w prasie drukowanej. Mimo wszystko, tam pisze się jeszcze z jakimś doświadczeniem, a czasem nawet talentem. Poza tym – pisać, pisać, pisać. Tylko tak można zrzucić kierat, w który wtłoczyła nas szkoła, ucząc pisania recenzji.

Reklamy

5 comments

    1. Chciałbym pisać jak Stempowski, na razie zaś nieudolnie kopiuję Boya i Słonimskiego;)
      Z żyjących – na pewno Czapliński, Uniłowski, Śliwiński, Kinga Dunin, Paweł Kaczmarski.
      Na pewno kilka osób pominąłem.

    1. Myślę, że spokojnie dałoby się stworzyć generator recenzji: czetrosegmentowe zdania, w każdym segmencie wymienne zdania podrzędne, z zachowaniem stałych relacji miedzy nimi. Kilka wariantów dla każdego segmentu – i jedziesz 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s