Lena Oskarsson, Czarne tango

Jakoś tak się dzieje, że – głównie za sprawą kilku powieści skandynawskiej literatury kryminalnej – bardzo wielu ludzi wierzy, że może odnieść podobny sukces, niczym największe sławy gatunku. Podobnie myślą wydawcy, więc książka kogoś z nordycko brzmiącym nazwiskiem wydaje się być świetnym interesem. Na tym wszystkim tracą zaś czytelnicy, dostający regularnie do rąk koszmary, które nigdy nie powinny przejść redakcyjnego sita w żadnym szanującym się wydawnictwie. Niestety, jak zauważył kiedyś Ian Rankin, fenomen skandynawskich kryminałów opiera się głównie na świetnym PR. Gorzej z samą literaturą, czego najlepszym przykładem jest Czarne tango Leny Oskarsson.

Lena Oskarsson, Czarne tango

Lena Oskarsson, Czarne tango

Książka przypomina bardzo mocno o tym, że do pisania powieści kryminalnych nie wystarczy mieć dobry pomysł. Potrzeba jeszcze posiadać rzemiosło, które pozwoli na to, by autorski zamysł się jakoś bronił, by czytelnika wciągnął. Nic z warsztatu pisarskiego tutaj nie ma, przy Oskarsson książki Camilli Lackberg jawią się jak arcydzieła kunsztu rzemieślniczego. Z dobrego pomysłu – intryga naprawdę ma duży potencjał – wyszedł wielowątkowy potwór, w którym na koniec wszystko zostało wytłumaczone czytelnikom raz jeszcze, jakby sama autorka chciała się przekonać, że nie pominęła żadnego wątku. A łatwo się zgubić, bo jest ich momentami tyle, że w gruncie rzeczy nie sposób dziwić się autorce, która straciła rozeznanie w tym, co napisała.

Do rzemiosła zalicza się też język i umiejętność odpowiedniego nim posługiwania. Nie czytałem oryginału, więc nie wiem, czy to nie przypadkiem „zasługa” tłumacza, ale raczej wątpię. Styl całej książki jest tak topornie drętwy, że chyba jednak należy do wyznaczników autorki. Jej „złote myśli”, mimochodem wtrącane niby-bonmoty, powodują jedynie ból zębów. Nie warto nawet zastanawiać się nad tym, dlaczego. Bo jak rozumieć stwierdzenia typu: „internet to jelito grube bez ujścia”?

Autorka wpisuje – czy też próbuje to czynić – w nurt pisarek, które starają się łączyć powieść obyczajową z kryminalną, jak choćby wspomniana wcześniej Lackberg. Problem w tym, że zupełnie jej to nie wychodzi i na pewno jest znakomitym przykładem osoby, której książki spokojnie można ominąć. Szerokim łukiem najlepiej. To powieść tego rodzaju, przy której nie mam wątpliwości, że „Czarna seria” powinna się raczej nazywać „Czarny koszmar”. Zdecydowany numer jeden wśród gniotów tego miesiąca.

Advertisements

3 comments

  1. Taka wydawnicza klasyka, bo przecież nie od dziś wiadomo, że jest szał u nas na kryminały skandynawskie i sprzeda się wszystko, jeśli dołączy do tego odpowiednia promocja. Dobrze, że mnie ostrzegłeś, bo myślałam kiedyś o niej w kategorii prezentu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s