Dlaczego nie czytamy?

W tym tygodniu był Międzynarodowy Dzień Książki, więc trochę w temacie tego, dlaczego Polacy nie czytają. Szacowne grona winią internet, telewizję, program lektur szkolnych i wychowanie w domu. Mało kto mówi o czymś dość oczywistym – biedzie.

Czytam ostatnio w „Polityce” o autorkach, które pobijają rekordy sprzedaży. 350 tys. egzemplarzy w Polsce to sukces niebywały, pisarz w rodzaju Jerzego Pilcha podskakuje z radości w chwili, gdy osiągnie 100 tys. Normą jest kilka – kilkanaście tysięcy egzemplarzy. Raczej mniej niż więcej. A potem biorę w bibliotece skandynawski kryminał, na którym napisane jest, że sprzedał się w ilości 400 tys. egzemplarzy. Abstrahując od jakości tej literatury, uderza raczej coś innego. Szwecja liczy jedynie 9 mln mieszkańców. W Polsce jest ich wciąż jakieś 35.

Problem tkwi w zarobkach. Weźmy taki przykład – Wielką Brytanię, bo akurat znam z autopsji, także jeśli chodzi o rynek wydawniczy. Ostatnio – co roku nowelizowana – płaca minimalna ma osiągnąć 6.50 £ na godzinę. Średnia cena paperbacku (skoro po kosztach najmniejszych) oscyluje wokół 7 – 9 £. Jak łatwo policzyć, najmarniej opłacani są w stanie pokryć godziną pracy jakieś 3/4 ceny książki. W naszym pięknym kraju ludzie pracują za mniej niż 10 złotych na godzinę, a książki startują od 30 złotych. Łatwo policzyć, że zwyczajnie nie stać nas na kupowanie nowych książek. Jeśli jeszcze dodamy do tego wyższe – w stosunku do zarobków – koszty utrzymania, okaże się, że nie czytamy z biedy właśnie.

Ktoś powie, że przesadzam, że dramatyzuję nadmiernie? Być może, ale w ramach doświadczenia polecam poszukać jakieś „gorącej” nowości w bibliotece. I grzecznie poczekać w kolejce kilka miesięcy. Wbrew pozorom bowiem sporo ludzi chce czytać. Niestety, w związku z tym, że zarabiają tak mało, pracują tak dużo, by przeżyć, że nie mają już czasu na czytanie. A jak znajdą chwilę, korzystają z bibliotek właśnie, oszczędzając każdy grosz.

Taka właśnie, moim skromnym zdaniem, jest odpowiedź na pytanie zawarte w tytule.

Advertisements

5 comments

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam jeśli chodzi o ceny książek w Polsce w stosunku do płacy minimalnej – to jest chora sytuacja, bo na dobra kultury wszelakiej przeciętnego Polaka po prostu nie stać. Wszystko robi się takie „odświąteczne” – wyjście do kina, teatru i kupienie książki właśnie.
    Polemizowałabym z tym „nie czytają”, bo jednak czytamy i czytać chcemy (przynajmniej ja widzę tych czytających). I to jest chociaż pozytywne 🙂

    1. Tak, czytamy, ale jakoś tłumów nie ma. Co na przykład widać po popularności blogosfery książkowej czy upadających pismach literackich.

      1. To też racja. A jeszcze z innej strony zastanawiam się, czy czytanie w ogóle kiedykolwiek było tak naprawdę bardzo popularne. Teraz mamy dokładne statystyki, analizy i wykresy, a kiedyś jakoś nie odmierzało się wszystkiego tak idealnie. Tak myślę, że czytanie zawsze na swój sposób było elitarne (w sensie, że czytanie zawsze odnosiło się do pewnej grupy ludzi). I rynek wydawniczy był mniejszy, więc też inaczej się to mierzyło…
        No ale tłumów nie ma, to fakt.

    1. Najgorsze jest to, że dotyczy to całej kultury – filmów (tak kinowych jak i płyt), muzyki, teatru itd. Kultura staje się luksusem lub ściągniętym z sieci zamiennikiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s