Dennis Lehane, Wypijmy, nim zacznie się wojna

Czarny kryminał kojarzy się głównie z latami czterdziestymi. Dennis Lehane postanowił pisać w tym gatunku powieści dziejące się we współczesnych czasach. I robi to nadzwyczaj sprawnie, czego dowodem jest Wypijmy, nim zacznie się wojna.

Dennis Lehane, Wypijmy, nim zacznie się wojna

Dennis Lehane, Wypijmy, nim zacznie się wojna

Prywatny detektyw Patrick Kenzie bierze zlecenie od senatora. Ma odszukać pewne dokumenty, skradzione z biura przez sprzątaczkę. Kiedy razem ze wspólniczką – Angie Gennaro – rozpoczynają poszukiwania kobiety, nagle ich życiu coś zaczyna zagrażać. Szybko sobie uświadamiają, że sprawa nie będzie tak prosta, jak początkowo myśleli. Odnalezienie ukrywającej się kobiety rozpoczyna lawinę strzelanin, prób przekupstwa i zamachów na ich życie. W sprawę zamieszani są ludzie na szczytach władzy – tej legalnej, jak politycy i tej podziemnej, czyli gangsterzy. Trup ściele się gęsto, ale bohaterska para nie spocznie, dopóki nie wyjaśni, o co tak naprawdę toczy się gra.

Fabuła iście sensacyjna, ale to nie zarzut przecież. Wręcz przeciwnie, to naprawdę dobrze skonstruowana intryga, o której wspomnienie o „nagłych zwrotach akcji” zupełnie nie wystarczy. Akcja po prostu pędzi do przodu, a my jedynie staramy się za nią nadążyć.

Napisałem, że to czarny kryminał i zdanie podtrzymuję. Postać Patricka Kenziego jest właśnie odwołaniem do klasyki tego gatunku. W Wypijmy, nim zacznie się wojna narracja jest pierwszoosobowa, dzięki czemu możemy śledzić przemyślenia detektywa na wiele różnych spraw, nie tylko tych dotyczących śledztwa. Podobnie jak klasycy w rodzaju Marlowe, Kenzie postrzega świat w kategoriach odwiecznej walki nie tyle pomiędzy dobrem a złem, a raczej pomiędzy rządzącymi i rządzonymi. Dla niego walka o wpływy jest motorem ludzkiego działania. Podkreśla to wielokrotnie, odwołując się do opisywanych wydarzeń lub po prostu do rzeczywistości.

W czarnym kryminale miasto jest jednym z pełnoprawnych bohaterów powieści. Boston Patricka Kenziego to właściwie kilka miast – dzielnice bogatej wyższej sfery, osiedla białej klasy pracującej i getta zamieszkane przez czarnoskórych. Pomiędzy nimi trwa odwieczna wojna, niekoniecznie wynikająca z jakiś kwestii rasowych czy mafijnych. Po prostu każdy stara się utrzymać swój teren, nie dopuścić do zmian, bo zmiany mogą być tylko na gorsze. Ponury to obraz, ale o ile bardziej realistyczny, niż zadbane wnętrza policyjnych komend i mieszkań przestępców, jakie znamy z polskich seriali kryminalnych ostatnich lat.

Dennis Lehane w Wypijmy, nim zacznie się wojna pisze po prostu o tym, co widać za oknem. Całkiem przypadkiem ten obraz jest tak ponury, że można go opisać tylko w sposób właściwy czarnemu kryminałowi – bez upiększeń, z ironicznym humorem pozwalającym zachować resztki optymizmu, które mogą pozwolić przetrwać. Kto szuka odskoczni w literaturze, może się zawieść, ale jeśli ktoś lubi spojrzenie pełne realizmu, na pewno się nie zawiedzie.

Advertisements

4 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s