Uri Orlev, Biegnij chłopcze, biegnij

 

Muszę się przyznać, że miałem spore obawy przed lekturą. Kolejna rzecz o Holocauście, kolejny raz w roli głównej dziecko. Po ogromnym sukcesie włoskiego „Życie jest piękne” nastąpiła jakaś fala filmowych i literackich historii Zagłady zapamiętanej przez dzieci. I chyba z pewną szkodą dla tematu. Jednostkowa narracja wybijała się z tłumu, zmuszała do myślenia, wytrącała z równowagi, waliła w łeb. W powodzi tych samych tragedii, nieważne jak strasznych i przerażających, stają się te historie takie same, wyblakłe, nijakie wręcz. Zamiast grozy mamy do czynienia z powszedniością, jak było w wypadku „Dziewczynki w zielonym sweterku” czy „Chłopca w pasiastej piżamie”. A jednak książka Orleva zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie.

Uri Orlev, Biegnij chłopcze, biegnij

Uri Orlev, Biegnij chłopcze, biegnij

Historia ta to opowieść jakich wiele. Warszawskie getto, ucieczka ojca, zniknięcie matki, samotna tułaczka po gettcie i udana z niego ucieczka. Następnie kilka lat tułaczki po okolicznych – kampinoskich, jak wynika to z końca książki – lasach. A w nich spotykani dobrzy i źli ludzie – Żydzi, Polacy, Niemcy. W końcu wyzwolenie i walka z samym sobą o własną tożsamość. Niby niewiele, zwłaszcza rozpisane na 235 stron druku dużą czcionką, a jednak jest w tej niewielkiej książeczce coś, co nie pozwala nam o niej szybko zapomnieć. I nie chodzi tutaj nawet o okropieństwa wojny.

Orlev zrobił rzecz dość prostą i w gruncie rzeczy oczywistą – jego bohater naprawdę JEST ośmioletnim chłopcem. Jako twórca literatury dziecięcej i młodzieżowej bez problemu zrozumiał opowieść Yorama Friedmana. Efekt jest znakomity, bo bohater książki żyje swoim życiem. Nie wie, co się tak naprawdę dzieje, nie rozumie świata, który go otacza. Nie chodzi nawet o zrozumienie sensu wojny czy masowej eksterminacji ludności żydowskiej. Chodzi o nieznajomość świata w ogóle. Dla niego lata wojny będą latami szybkiego dorastania, formowania się człowieka, określenia jego tożsamości. Nie bez przyczyny staje się tak, że jednym z najbardziej przejmujących scen w powieści jest wielokrotne zaprzeczanie swojej żydowskości. Mały chłopiec stał się nastolatkiem, ale przede wszystkim stał się kimś innym, by przeżyć. Tak długo zaprzeczał innym, że wreszcie zaprzeczył samemu sobie. Jeśli chcecie wiedzieć coś o tym, co wojna robi z ludźmi, to jeden z najlepiej opisanych przykładów. Zaprzeczanie samemu sobie ze strachu o własne życie nie dotyczy przecież tylko tamtej odległej sytuacji, nie ogranicza się tylko do ludzi innego wyznania. Dotyczy lub może dotyczyć każdego, o czym zbyt chętnie dzisiejsi twórcy książek czy filmów o wojnie zapominają, przedstawiając wojnę jako wielką przygodę, czas próby własnego honoru i odwagi. A przecież tuż obok odwagi czai się strach. I granica nie jest raz na zawsze ustalona.

Dobra to powieść, przypominająca nie tylko o Holocauście, ale przede wszystkim o byciu człowiekiem właśnie. Postaci z Biegnij chłopcze, biegnij mówią więcej o naturze ludzkiej niż niejedne studia psychologiczne. Nie ma w życiu czarno-białych rozwiązań, nie istnieją jedynie źli Niemcy i dobrzy Polacy. Są po prostu jednostki w czasie największej próby. Warto przyjrzeć się im oczyma małego chłopca, który po prostu chce przeżyć. Wszak obiecał to ojcu.

 

Advertisements

2 comments

  1. O! Obawiałam się tej książki właśnie ze względu na natłok opowieści o podobnej tematyce (to aż niepokojące, że nawet na Holokaust może być moda), ale jak napisałeś, że warto, że autor uchwycił „dziecięcość” spojrzenia, to dopisuję do listy obowiązkowych 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s