Joel Bakan, Dzieciństwo w oblężeniu

O czym myślimy najpierw, gdy pojawia się hasło zagrożenia dzieci ze strony wielkiego biznesu? Przychodzą nam na myśl gry komputerowe, śmieciowe jedzenie, jakieś programy telewizyjne, które nakręcają sprzedaż gadżetów związanych z bohaterami swoich filmów czy bajek. Joel Bakan pokazuje, że te kwestie – bardzo istotne, temu nie przeczy – są tylko jednymi z wielu zagrożeń, jakim podlegają dzieci ze strony korporacji.

Joel Bakan, Dzieciństwo w oblężeniu

Joel Bakan, Dzieciństwo w oblężeniu

Gry komputerowe wydają się być już dawno rozpoznane, zdania są wciąż podzielone. Kiedy jednak Bazan opisuje temat, nie skupia się na grach związanych z przemocą. O wiele bardziej interesują go gry, w których dzieci muszą kupować różne „usprawnienia” swoich postaci, by móc dalej być w grze. Robią to chętnie, bo chcą dalej grać. Nie tylko są uzależnione, w dodatku płacą za to. Czyż można mieć lepszy pomysł na biznes?

Najbardziej wstrząsające są w książce Bakana rozdziały poświęcone przemysłowi farmaceutycznemu. Autor pokazuje, jak całym procesem powstawania i istnienia psychiatrii dziecięcej sterowały korporacje. Nie czyniły tego z dobrej woli rozwoju tej dziedziny medycyny, ale ze zwykłej chęci zysku. Powstały zatem nowe jednostki chorobowe, tylko po to, by być w stanie spełniać jedną rolę – napędzać sprzedaż leków. Schizofrenia u dwulatka? Dlaczego nie, wszak im szybciej zacznie, tym większa szansa na to, by jak najdłużej związać go z określonym specyfikiem. A jeśli mali pacjenci umierają? Wina leży po ich stronie.

Zacząłem od pytania o to, co kojarzy się nam z zagrożeniem dzieci. A co wiąże się w naszych głowach z pojęciem „praca dzieci”? Czy oczyma swej wyobraźni widzimy biedne azjatyckie dzieci, pracujące w nieludzkich warunkach? Skojarzenie słuszne, ale nie do końca. Bakan pisze wprost o tym, że w USA i Kanadzie legalne jest zatrudnianie 12 letnich dzieci. Tak, to nie błąd, pod tym względem Ameryka Północna nadal tkwi w XIX wieku. Pracują najczęściej na farmach, pracują ponad siły, porzucają szkołę i tracą tym samym nadzieję na lepszą przyszłość.

Co do nadziei, związanych z edukacją, Bakan też nie ma jej zbyt wiele. Oczywiście, ufa w potęgę wiedzy, ale zauważa, co zrobiono w USA. Urynkowienie edukacji sprawia, że coraz większa liczba dzieci nie ma możliwości uzyskania edukacji. Jeśli mieszkają w biednej okolicy, to szkoła również jest biedna. Koło się zamyka.

Podtytuł tej książki głosi: „Łatwy cel dla wielkiego biznesu”. Nie chodzi tu – moim zdaniem – nawet o to, że dzieci najłatwiej oszukać. Bardziej istotne jest to, że jednak w większości korporacje żerują na nas, rodzicach. Przecież to my mamy pieniądze, które wydajemy na dziecko. I to my chcemy dla niego jak najlepiej. Dlatego to nas się wykorzystuje, nas ogłupia. Co świetnie pokazuje ta książka.

Warto czytać Bakana choćby z tego jednego powodu, jako ostrzeżenie dla nas samych, tu nad Wisłą i Odrą. Zapatrzenie naszych rodaków w „wolność” obowiązującą w USA jest właściwie zaślepieniem. Kopiujemy rozwiązania, które nie działają, wmuszając w nasze dzieci coraz więcej leków i ucząc je mechanicznego rozwiązywania testów zamiast używania własnej głowy. Być może niebawem obniżymy wiek zatrudnienia. Choć oczywiście wolałbym się mylić.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s