Andrzej Bursa, Ja chciałbym być poetą

Ja chciałbym być poetą
bo dobrze jest poecie
bo u poety nowy sweter
zamszowe buty piesek seter
i dobrze żyć na świecie

ja chciałbym być poetą
bo byczo u poety
bo u poety cztery żony
a z każdą dawno rozwiedziony
a ja lubię kobiety

ja chciałbym być poetą
może mnie przecież przyjmą
bo dla poety Zakopane
nie trzeba wcześnie wstawać rano
a wstawać rano zimno

bo fajno jest poecie
nie musi w biurze ślipić
i fuk mu cała dyscyplina
tylko gitara i dziewczyna
i złote gwiazdy liczyć

i mylić się i liczyć
i liczyć wciąż od nowa
na ziemi w drzewie i błękicie
trudnego szukać slowa

i gniewać się i martwić
bo ciągle jeszcze nie to
i ciągle baczyć ciągle patrzeć
ja nie chcę być poetą

Wiersz to wspaniały, jak zwykle wytrącający czytelnika z kolein wygodnego rozumowania zaskakującą ironiczną pointą. Jak zawsze u Bursy sielanka zamienia się w koszmar, cyniczny żart próbuje maskować wrażliwość, która tak przeszkadza normalnie żyć. Być poetą to wszakże chichot Boga, to dar i przekleństwo zarazem.

Początek odpowiada temu, co znajome, oswojone, co właściwie wdrukowane w nasze myślenie. Myślimy obrazami raczej niż słowami i te obrazy podsuwa nam Bursa, dając skojarzenia natychmiastowe, oczywiste i banalne, nie wymagające ani chwili namysłu czy zadumy. Poeta to postać w obowiązkowym swetrze, w zamszach i tweedach, z psem u boku spacerujący po parku. Poeta to także inne wcielenie, bardziej odpowiadające społecznej recepcji, podszytej delikatną zawiścią: ilość żon, w dodatku już byłych to przecież takie normalne, poetyckie właśnie, wszakże zakochanym, podobnie jak poetą, się jest i bywa zarazem. Trzeba być nim ciągle, by możliwe były te chwile największych uniesień.

Odwołanie się do zazdrości zwykłego człowieka wobec poetyckiego życia nasila się z każdym kolejnym wersem. Pojawia się Zakopane, czyli w domyśle wygodne życie za państwowe pieniądze, życie dostatnie, a przy tym wolne. Nie trzeba „w biurze ślipić”, można spacerować z dziewczynami i „złote gwiazdy liczyć”.

Tu pojawia się pewien problem, związany właśnie z tym liczeniem. To zadanie niewykonalne, a jednak nie można się od niego uwolnić. Nie jest to przecież praca w biurze, zamknięta w określonych godzinach. Pisanie poezji to ogromna męka, bo tak ciężko ułożyć odpowiednie słowa w kolejności najlepszej dla wyrażenia myśli. Wysiłek to przerażający, wysiłek to daremny, wysiłek to nieustanny. Lepiej zatem nie być poetą. Kłopot w tym, że nigdy nie można tego zrobić. Wyboru nie ma, należy jedynie poddać się losowi. I pisać poezję, choć to najgorszy wybór na świecie.
Gorzej jedynie być kimś o poezji piszącym, jeśli już o tym mowa.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s