Adrianna Ewa Stawska, Śmierć w klasztorze

W prowincjonalnych kryminałach tkwi coś takiego, że od razu się zanurzamy w ich atmosferze i nawet małe niedociągnięcia nie są w stanie zmienić naszej dobrej opinii. Podobnie jest właśnie z książką Adrianny Ewy Stawskiej. Jej powieść to coś w rodzaju klasycznego kryminału, w którym jednak odnajdziemy przede wszystkim magiczne miejsce nad Wigrami. 

Adrianna Ewa Stawska Śmierć w klasztorze

Adrianna Ewa Stawska Śmierć w klasztorze

Podinspektor Ewa Lewicka wyjeżdża z mężem na długi weekend do hotelu mieszczącego się w dawnym klasztorze nad Wigrami. Chce odpocząć i poukładać sobie prywatne życie. Jak to zwykle bywa, policjant na urlopie zawsze natyka się na zbrodnię. Dyrektor hotelu zostaje znaleziony martwy już drugiego dnia pobytu pani Lewickiej, a ona nie mogła tego zignorować. Towarzyszy w śledztwie od samego początku i to właściwie ona odkrywa całą intrygę. A jest ona skomplikowana na tyle, by zapewnić odrobinę rozrywki czytelnikowi.

Ciekawa jest tutaj postać pani podinspektor. Kobieta w średnim wieku, wciąż atrakcyjna i przyciągająca mężczyzn tkwi w świecie własnej ułudy. Pochłonięta pracą żyje w małżeństwie, którego już dawno nie ma. Nie ma złudzeń co do świata zewnętrznego – jego chamstwa, okrucieństwa, głupoty, ale postępuje dokładnie tak samo, jak pogardzane przez nią kobiety broniące swych partnerów nawet wówczas, gdy mają siniaki na twarzy. Jej nikt nie bije, ale nie zmienia to faktu, iż jej życie jest dokładnie takie samo. W imię własnej miłości lub wygody przymyka oczy na zdrady męża, żyjąc nadal w swoim bezpiecznym świecie. W powieści doznaje przemiany i odchodzi od męża, ale to jakoś słabo przekonuje. Zbyt ładne, by było prawdziwe.

Nie da się także ukryć zafascynowania autorki samym miejscem. Były klasztor kamedułów w Wigrach można sobie obejrzeć także i w sieci, ale zapewne kilkudniowy pobyt nastraja dużo bardziej refleksyjnie. Sporo tego spokoju i dystansu jest i w powieści, co jedynie wzmaga jej prowincjonalną urokliwość, o której wspomniałem na początku. Pracownicy hotelu to właściwie mieszkańcy tej mikrospołeczności i i wejście pomiędzy ich życia będzie bardzo interesujące. A jednocześnie koi nerwy.

Autorka porusza w swojej książce sporo tematów. Poczytamy o psychologii przesłuchań, manipulowaniu ludźmi, historii klasztoru, dużo różnych – mniej lub bardziej trafnych – mądrości życiowych ludzi w średnim wieku. Można się spierać co do ich jakości, ale na pewno nie sposób odmówić Stawskiej umiejętności podglądania rzeczywistości. W jej powieści ludzie to ludzie, nie papierowe figurki niczym z origami.

Nie można mieć wszystkiego na tym najlepszym ze światów, więc i Śmierć w klasztorze nie jest idealna. Zagadka kryminalna – kto zabił? – jest do rozwiązania gdzieś w okolicach 50 strony i nawet kolejne śmierci i drugi morderca nie zmieniają faktu, że dość przewidywalne jest śledztwo. Niemniej jednak książka spełnia reguły swojego gatunku, dając w tak zwanym bonusie naprawdę dobre pióro, celne spostrzeżenia i wspaniałą atmosferę. Co w rezultacie czyni z niej świetną lekturę na weekend. Na przykład w pewnym hotelu nad znanym polskim jeziorem…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s