Aneta Ponomarenko, Dom śmierci

XIX wieczny Kalisz po raz drugi. Tym razem mamy do czynienia już z książką w sumie znaną, bo sięgamy po kontynuację zachęceni pierwszą częścią. Dom śmierci jest w gruncie rzeczy udanym rozwinięciem. Czytelnik dostaje to, czego się spodziewał, choć pozostaje też pewien element zaskoczenia. Wszystko jest zatem w porządku. Trzęsienia ziemi co prawda nie ma, ale przecież trudno oczekiwać tego po małym polskim miasteczku.

Aneta Ponomarenko Dom śmierci

Aneta Ponomarenko Dom śmierci

W roku 1890 mijają dwa lata od wydarzeń opisanych w powieści Strażnik skarbu. Po raz kolejny Kalisz staje się miejscem, w którym pojawia się cały szereg zamordowanych osób. Na dodatek każdy z nich ginie w dość skomplikowany sposób. Radca Jezierski błądzi po omacku, próbując uchwycić choćby najmniejszy trop, który mógłby go doprowadzić do wykrycia sprawcy. Mijają dni, tygodnie, a on nie jest choćby o krok bliżej rozwiązania zagadki okoliczności śmierci kilku osób. Na szczęście do Kalisza powraca doktor Zaif, który chętnie pomoże przyjacielowi w śledztwie. A właściwie w dwóch śledztwach, bo miastem wstrząsa też porwanie córki jednego z miejskich rajców. Obie sprawy są skomplikowane, ale przecież nie beznadziejne. Obaj panowie na pewno będą w stanie znaleźć winnych.

Jak wcześniej wspomniałem, wszystko w tej jest na miejscu. Czytelnik bez trudu odnajdzie to, co pokochał w Strażniku skarbu. Historia miasta Kalisza? Proszę bardzo, jest nie tylko o samym mieście, ale także o ludziach z nim związanych, na czele z samym gubernatorem Daraganem. Co więcej, Dom śmierci jest pod tym względem nieco sprawniej napisany, wykłady historyczne nie tak częste i nużące, lepiej także osadzone w fabule. Zyskuje na tym czytelnik. Trochę tylko nie rozumiem rozmowy o Kubie Rozpruwaczu, zbędna jest dla fabuły zupełnie, a i nastroju chyba jednak nie buduje.

Najważniejszy w kryminale jest detektyw. Tutaj para Jezierski – Zaif jest naprawdę dopracowana już ostatecznie. Nikt nie ma wątpliwości, kto gra główne skrzypce przy szukaniu zbrodniarza. Doktor Zaif jest niezbędny, na początku powieści widać zresztą wyraźnie, że cała akcja ruszy dopiero po jego powrocie. Podoba mi się także – nie wiem na ile zamierzona – delikatna ironia w grze z dawnym schematem Conan Doyle’a. Pomocnik mądrzejszy od policjanta nie jest co prawda figurą w powieści kryminalnej nową, ale na gruncie polskim bardzo, bardzo rzadką. Tym ciekawsza lektura książki Anety Ponomarenko.

Zagadka tym razem chyba mniej udana, uważny czytelnik odgaduje ją na długo przed końcem powieści. Podobnie cała historia z porwaniem, tutaj także wszystko wydaje się być dość oczywiste od początku. Pod tym względem, niestety, Dom śmierci wydaje się być dużo mniej dopracowany. Można zresztą odnieść wrażenie, że i inny wątek, tak istotny w części pierwszej, czyli szukania żon przez obu panów, również jest dużo, dużo słabszy. Nie ma płomiennych miłości, nie ma też nawet wielu rozmów na ten temat. Nieco szkoda, bo jednak podobne sprawy uwiarygodniały bohaterów, ułatwiały też czytelnikowi identyfikację z nimi.

Mimo tych zastrzeżeń powieść Anety Ponomarenko ma pewną cechę, która sprawia, że lektura książki jest dużą przyjemnością. Tym czymś, co podnosi wartość Domu śmierci jest swoboda pisarska autorki. Dzięki jej językowi czytelnik ma wrażenie słuchania opowieści, a to jest bardzo rzadkie wśród rodzimych autorek i autorów nie tylko z kryminalno-sensacyjnego poletka. Kto nie wierzy, powinien przekonać się sam. Być może odkryje dla siebie to samo, co mnie urzekło w książkach o dawnym Kaliszu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s