Aneta Ponomarenko, Strażnik skarbu

Trudna jest być dziś miłośnikiem retro kryminałów. Jest ich tyle, że jakość dawno przeszła w ilość i nic nie zapowiada, by miało się to zmienić. Zwłaszcza, że modę wspierają działy promocji miast i miasteczek, chwalący się historią i zabytkami swych miejscowości. Intryga kryminalna w takich powieściach często napisana jest według podręcznika pisania powieści kryminalnych sprzed wieku, a wykonanie na poziomie średnio rozgarniętego gimnazjalisty z zacięciem literackim. Wszystko to sprawia, że ryzyko wydobycia czegoś wartego uwagi z potoku takich powieścideł równa się często próbie obrabowania dobrze strzeżonego banku. Małe szanse na powodzenie i spędzenie udanego czasu z wyniesionym z księgarni łupem. W przypadku Strażnika skarbu Anety Ponomarenko rezultat poszukiwań nie wypada tak źle.

Aneta Ponomarenko, Strażnik skarbu

Aneta Ponomarenko, Strażnik skarbu

Kalisz w 1888 roku to małe miasteczko, w którym niewiele się dzieje. Spokojnie i cicho mijają dni, policjanci niewiele mają do roboty. Kiedy przyjeżdża tu agent specjalny carskiej policji, wydaje mu się, że jego służba upłynie na dość rutynowych zadaniach. Szybko okazuje się, że seria zgonów – o jakiej jeszcze Kalisz nie słyszał – zrewiduje jego poglądy. Tym bardziej, że zbrodniarz jest niezwykle przebiegły, nie zostawia śladów ani świadków swojej działalności. Agent Jezierski będzie musiał skorzystać z pomocy młodego doktora Zaifa, by rozwikłać zagadkę i ująć sprawcę.

Początek książki wywołał moją podejrzliwość. Oto już na drugiej stronie stróż miejski snuje rozmyślania o historii kaliskich teatrów. Obawiać się zacząłem mocno, że mam do czynienia z kolejną nieudaną próbą napisania ciekawego kryminału w historycznym kostiumie. Nudne i wkładane w co drugą stronę przewodnikowe opisy są częstą zmorą tego typu literatury. Na szczęście Ponomarenko oszczędza czytelnikowi takich wynurzeń, co nie znaczy, że mało tu historii. Można się sporo dowiedzieć, najczęściej jednak jakoś ma to związek z tym, co w powieści się dzieje. Nie przekonuje jakoś wątek masoński, ale całość jest na tyle strawna, że po lekturze nie boli brzuch.

Bardzo mi się podobał inny zabieg autorki. Oto wielki i znany detektyw policjant jest głupszy od swego pomocnika doktora. To posunięcie zaliczam do bardzo udanych, dzięki temu książka zyskuje i humoru i pewnego rodzaju wiarygodności. Przy okazji możemy też prześledzić historię nowoczesnej kryminalistyki, bo pan doktor zaczyna zbierać odciski palców przestępców, pojawiają się też fotografie miejsca zbrodni i telefon.

W gruncie rzeczy książka Ponomarenko arcydziełem nie jest, wszystkie wspomniane przeze mnie elementy każdy wielbiciel retro zbrodni na pewno zna z innych powieści. Jednocześnie trzeba uczciwie przyznać, że w swojej konwencji autorka odnalazła się dość dobrze i jej książka się czyta sama. A nawet budzi apetyt na więcej. Przynajmniej u mnie.

Advertisements

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s