Gustaw Herling-Grudziński, Najkrótszy przewodnik po sobie samym

Od czasu do czasu wpadam w osłupienie. Może już nie powinienem, bo jednak podobnych razów było wiele i w gruncie rzeczy nadal dawać się zaskakiwać jest czynnością naiwną. A jednak wciąż mi się to zdarza. Ostatnio przy okazji „ostatniej książki Gustawa Herlinga-Grudzińskiego w pierwszą rocznicę śmierci wielkiego pisarza”.

Najkrotszy-przewodnik-po-sobie-samym_Gustaw-Herling-Grudzinski,images_big,15,978-83-08-04362-2Takich książek pogrobowych jest bez liku. Wystarczy przypomnieć jakieś odnajdywane strzępki opowiadań Tolkiena, by zobaczyć o co chodzi. Nie musi przecież taka książka mieć wartości literackiej, ona ma się po prostu sprzedać. Na rodzimym podwórku nieudany kryminał Stanisława Lema czy – tak fetowana ostatnio – cudem odnaleziona „powieść kryminalna” Wisławy Szymborskiej, która popełniła to dzieło w początkach szkoły podstawowej. Co to mówi o tych twórcach, nie wiadomo. Wydawcy jedynie liczą zyski, oczywiście tłumacząc się spuścizną etc.

Podobnie jest z ową ostatnią książką Herlinga-Grudzińskiego. Czytamy ją sobie powoli, niespiesznie. Jest krótka, tekst duży, mnóstwo zdjęć. Czyta się przyjemnie, bo autor porusza się nie tylko po swoim życiu w sensie faktograficznym. Mówi także o swoich gustach malarskich, poglądach na wiarę czy opowiada o pisarzach, których ceni. Jest to naprawdę przyjemne w lekturze, niczym opowieść przy kominku. Właśnie – opowieść. Na końcu dowiadujemy się bowiem, że to nie słynny autor Innego świata napisał to wszystko i zostało odnalezione po jego śmierci. Nie, zrobił to pan redaktor, Włodzimierz Bolecki. I to zrobił przemyślnie – wziął fragmenty wypowiedzi zawartych w filmie pt. Rozważania o cnotach, coś tam dodał z własnych rozmów z pisarzem i, podobnież za jego zgodą, wydaje właśnie. O ową zgodę trudno pytać rok po śmierci, ale mimo wszystko umieszczenie na okładce słów o „ostatniej książce” wydaje się być od prawdy nieco oddalone, oględnie mówiąc. Ale czyż rozmowy z pisarzem podpisane nazwiskiem rozmówcy sprzedałyby się równie dobrze?

Nie, to nie jest książka zła. Zwłaszcza dla kogoś, kogo Herling-Grudziński niegdyś interesował, bo szkole nie udało się zniechęcić do niego przy okazji bezmyślnego powtarzania formułek o „człowieku złagrowanym”. Jego Dziennik pisany nocą czytałem jeszcze w licealnych czasach z prawdziwym zainteresowaniem. Ten człowiek zwyczajnie miał coś do powiedzenia innym i starał się robić to najlepiej jak potrafił. I za to chociażby należy mu się szacunek. Lub choćby poznanie tak niedoskonałe, jak przy okazji tej książeczki. Bo – mimo wspomnianej próby naciągnięcia czytelnika – to jednak duch pisarza jest w niej obecny. I to jest wystarczający powód, by po książkę jednak sięgnąć.

Advertisements

2 comments

  1. Nie znoszę Grudzińskiego, więc nie ma takiej siły, która by mnie zmusiła do przeczytania książki na jego temat 😉 A z tymi pośmiertnymi książkami… Cóż, widzę, że Wydawnictwo Literackie ostatnio się w nich specjalizuje. Jestem tylko ciekawa, jak na tym wychodzi finansowo 😉

    1. Co do Grudzińskiego – różne są gusta. Co do polityki wydawniczej WL – to wydawnictwo dotowane, więc chyba nie narzekają;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s