Miesiąc: Sierpień 2013

Patriotyczny fantasta


Andrzej Pilipiuk, Aparatus

imagesPilipiuk tworzy swoje opowieści wciąż korzystając z tych samych tematów. Porusza się w kręgu tych samych szablonowych konstrukcji, zmieniając jedynie dekoracje. Trudno tak naprawdę zdecydować, czy jest to wada czy zaleta, głosy będą zapewne podzielone. Jedni wolą wiedzieć, czego się spodziewać po książce z jego nazwiskiem na okładce, drudzy narzekać na przewidywalność i wyczerpanie dobrych pomysłów. Prawda zapewne leży gdzieś pośrodku.

Kto czytał już kiedyś wybór opowiadań Pilipiuka – a wyszło ich już kilka – na pewno nie będzie zaskoczony. Autor trzyma się konsekwentnie wypracowanego przez siebie stylu. W niektórych miejscach chyba nawet zbyt sztywno, co w gruncie rzeczy psuje przyjemność z czytania.

Tematyka opowiadań z tomu też zamyka się w kilku wybranych już wcześniej światach. Ci sami bohaterowie mają te same przygody. Zmieniają się czasem jedynie drobne szczegóły. Opowiadane przez Pilipiuka historie straciły w ten sposób powiew świeżości, który istniał jeszcze we wcześniej napisanych opowiadaniach. W tomie Aparatus ta świeżość znika, pozostaje jedynie odgrywanie raz wymyślonych scenariuszy.

Teksty rażą nieco nie tylko schematycznością opisywanych wydarzeń. Język, w jakim je napisano pozostawia wiele do życzenia. Już w połowie tomu można odnieść wrażenie, że paleta językowa nie jest mocno zróżnicowana. Klisze wciąż te same, żarty powtarzane właściwie do znudzenia. Wszystko to prowadzi do smutnej konstatacji – podobają się nam rzeczy, które już znamy.

Pilipiuk uważa się za rzemieślnika, nie artystę. Trudno się nie zgodzić w tym miejscu – jego utwory są jedynie poprawnie zrobione, bez żadnego większego polotu, cechującego twórców z wyobraźnią. Samo uwielbienie dla złotej wolności szlacheckiej i psioczenie na komunę nie wystarczy. Chyba, że ludziom, którzy nie potrzebują sztuki, a wystarczy im produkcja artystów z rynku. Tym wszystkim polecam Pilipiuka. Wszyscy inni mogą sobie darować.

Reklamy

Kat czy ofiara?


Jelena Prudnikowa, Śmiertelne żądło Berii.

Ławrientji Beria. To nazwisko budziło przez lata grozę nie tylko w Związku Radzieckim. Podobno Józef Stalin nazwał go kiedyś „radzieckim Himmlerem”. I zapewne nie chodziło tylko o zewnętrzne podobieństwo z powodu noszenia takich samych okrągłych binokli jak szef SS. Czy jednak możliwe jest, że większość zbrodni, jakie się przypisuje Berii jest wymysłem wrogiej propagandy ekipy Chruszczowa? Książka Jeleny Prudnikowej nie udziela odpowiedzi wprost, jednak na pewno burzy utrwalony stereotyp czerwonego kata, jednego z następców Dzierżyńskiego.a

Prudnikowa napisała literacko bardzo dobrą książkę, którą czyta się świetnie. To przede wszystkim powieść o brutalnej grze o władzę na samym szczycie. Dobrym chwytem jest umieszczenie w powieści młodego majora, który odkrywa dla siebie wciąż nowe tajemnice czerwonych władców Kremla. Im więcej wie, tym bardziej pogmatwany jest obraz, jaki wyłania się z zebranych faktów. Nowy przywódca Chruszczow nie wydaje się już taki nieskazitelny, więziony za zdradę Beria nabiera cech niewinnego człowieka. W tle rozgrywa się brutalna walka o władzę. Aby zrozumieć niektóre posunięcia, trzeba niejednokrotnie cofnąć się w czasie – do masowego terroru lat trzydziestych lub nawet do samej rewolucji.

Autorka przy pisaniu korzystała z wielu nowych źródeł historycznych, w książce znajdują się przypisy tłumaczące niektóre tezy. Dobrze, że tak robi, bo postać Berii w jej książce poraża swoją anielskością. Wrażliwy człowiek, który nie chciał być czekistą ale architektem, tak naprawdę chciał pokoju światowego i dobra imperium. Obrazek momentami tak słodki, że aż mdli. Niemniej jednak ciekawy jako przykład pisania historii w cieniu Kremla, próbującego od paru lat odnaleźć drogę do potęgi z czasów Stalina.

Na pewno Śmiertelne żądło Berii warto przeczytać, ale trzeba przy tym pamiętać o podstawowych faktach. Znajomość historii na pewno pomoże w śledzeniu skomplikowanych pałacowych intryg. A są one naprawdę ciekawie i z detalami opisane, jak choćby plan rozbicia ZSRR za pomocą porozumienia Rosji, Białorusi i Ukrainy albo pomysłów utworzenia odrębnej rosyjskiej partii komunistycznej, co również rozbiłoby sztuczne imperium. Kto pamięta posunięcia Borysa Jelcyna, na pewno zrozumie liczne analogie.

Przepisywanie historii jest ostatnio modne. W ten nurt wpisuje się także książka Prudnikowej. Dla wszystkich zainteresowanych tego typu literaturą, pozycja obowiązkowa. Czyta się to dobrze, a i umysł można pogimnastykować przy okazji. Niebanalna rozrywka w dobrym wydaniu.