Retro za bardzo retro

Izabela Żukowska, Teufel,

Izabela Żukowska, Gotenhafen

Kolejny kryminał w retro dekoracjach? Mamy tego typu książek w naszym kraju tak dużo, że właściwie można przejść obojętnie wobec zdecydowanej większości. Po sukcesach Marka Krajewskiego swoje wizje przedstawia bardzo wielu autorów i autorek, z różnym zresztą skutkiem. Jest kilka powieści udanych, nieco takich sobie i cała masa takich, które zginęły w mrokach półek tuż po publikacjach. Książki Żukowskiej lokują się gdzieś pośrodku szerokiego spektrum pomiędzy wspaniałą powieścią a gniotem niewartym czytelniczej uwagi.

pobrane (1)Teufel przynosi opowieść o ostatnich dniach sierpnia 1939 roku w Wolnym Mieście Gdańsk. Już samo to usytuowanie w czasoprzestrzeni nasuwa szereg skojarzeń. Wojna wybuchnie lada chwila i tak naprawdę to najbardziej zajmuje czytelnika. A także atmosfera miasta, w którym krzyżują się nie tylko szlaki handlowe, ale przede wszystkim odmienne narodowości. W takiej scenerii zabójstwo młodej kobiety właściwie wydaje się dość banalne. Tym bardziej, że komisarz Thiedtke odlicza dni do przejścia na emeryturę. Kiedy jednak zgłasza się do niego młoda dziewczyna, która ma wątpliwości co do okoliczności śmierci i tożsamości ofiary, postanawia przeprowadzić swoje ostatnie śledztwo.

pobrane (2)Akcja Gotenhafen rozgrywa się już w czasie wojny. Emerytowany komisarz budzi się w pokoju hotelowym z trupem. Niczego nie pamięta. Miejscowe Gestapo nie ma wątpliwości – to on zabił. Komisarzowi udaje się uciec podczas transportu i od tej pory próbuje odnaleźć sprawcę zabójstwa, a przy okazji poznać własne życie na nowo. W tej batalii jego sojuszniczką będzie polska lekarka, która wciąż wierzy, że jej mąż powróci do Gdyni.

Mam spory problem z tą dylogią Żukowskiej. Z jednej strony nie sposób nie docenić benedyktyńskich wręcz wysiłków autorki w celu odtworzenia atmosfery dawnego Gdańska i Gdyni. Mam jednak jakieś takie poczucie, że owa dbałość o historyczny realizm zabiła ducha powieści kryminalnej, zwłaszcza w odniesieniu do debiutanckiego Teufel. Druga część opowieści o komisarzu Thiedtke posiada nieco więcej akcji, więc można ją uznać za dzieło bardziej dopracowane. W pierwszej książce niestety na plan pierwszy wysuwa się dbałość o realizm. Dlaczego niestety? Sądzę, że niektórzy mogą się zachwycać, ale osobiście poczułem się zmęczony w kilku miejscach. Kiedy jedna z postaci widzi gazetę, otrzymujemy ciąg skojarzeń, tłumaczący wszystkie dostępne ówcześnie tytuły prasowe. Każdy kościół wzbudza dygresję historyczną, podobnie jak każda ulica, choćby najmniejsza. Być może nie potrafiłem docenić kunsztu autorki, ale osobiście szukam w powieści kryminalnej czegoś innego niż nadmiar historycznej wiedzy, nawet tak interesującej. Podobnie oceniam obecność zdjęć w tekście. Niby wszystko ładnie, a jednak czegoś brak. Wszak i nadmiar szkodzi zdrowiu, dlaczego zatem mielibyśmy znosić go w literaturze?

Werdykt zatem wydaję salomonowy – czytać można, ale niekoniecznie. A jeśli już, to raczej sugerowałbym Gotenhafen. Lektura jest jak najbardziej możliwa bez znajomości wcześniejszej części. Być może nawet taka lektura będzie większą przyjemnością.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s