Ostatni sprawiedliwy

Wiktor Hagen, Długi weekend

Jaki jest stereotyp postaci detektywa? Samotny mężczyzna w średnim wieku, nadużywający alkoholu i poświęcający się swojej pracy całkowicie. Często dziwak lub ekscentryk, wyróżnia się z tłumu posiadaniem jakieś cechy osobowości, która rzutuje na odbiór jego osoby. Bywają jednak wyjątki, potwierdzające tę regułę. Takim wyjątkiem jest Robert Nemhauser, komisarz stołecznej policji. Historyk z wykształcenia, kucharz z zamiłowania, detektyw z racji wykonywanej pracy. Do tego szczęśliwy mąż i ojciec dwóch synów, bliźniaków w wieku przedszkolnym. Czy można sobie wyobrazić w jaki sposób prowadzi śledztwa?

imagesKiedy ginie znany działacz ekologiczny, właśnie rozpoczyna się długi majowy weekend. Brak ludzi sprawia, że śledztwo toczy się powoli, a kolejne wątki wyjaśniane są żmudną policyjną pracą, którą komisarz Nemhauser wykonuje w pojedynkę. W chwili, gdy zamordowany zostaje znany profesor archeologii, sprawy się komplikują. Zwłaszcza, iż profesor był także szefem firmy zajmującej się udzielaniem ekspertyz przy budowie autostrady. Sprawa zatacza coraz szersze kręgi. A także wyższe, bo przecież zbliża się Euro2012 i oczy wszystkich skierowane będą na nasz kraj. Komisarz musi się śpieszyć.

Długi weekend to nie tylko niestereotypowy komisarz. To także – a może nawet przede wszystkim – celne i bezlitosne obserwacje polskiego życia, tak publicznego jak i prywatnego. Niezależnie gdzie prowadzi policjantów trop – fundacje ekologiczne, uniwersytet, firmy deweloperskie czy biura poselskie – wszędzie widać korupcję, chciwość i brak jakichkolwiek zasad. Liczy się tylko własny interes. Dla osiągnięcia celu wielu zrobi wszystko. W tym wszystkim trudno odnaleźć sprawiedliwych.

Największą zaletą tej książki jest właśnie jej osadzenie w rzeczywistości. Hagen nie idzie drogą wielu innych twórców polskiego kryminału. Nie ucieka w retro stylizację lub opisy bohaterskiej walki z układem wymyślonym przez Służbę Bezpieczeństwa. Widzi za to kraj, w którym jedyną wartością jest brak wartości. Do tego należy dodać przedstawienie współczesnej Warszawy, wedle których na pewno można zwiedzać miasto. Skojarzenia z czarnym kryminałem są tutaj jak najbardziej na miejscu. Zwłaszcza, że autor pisze świetnie także w sferze języka, co było przecież domeną Hammetta czy Chandlera. Niektóre dialogi bądź opisy są przykładem mistrzowskiego wykorzystania mówionej frazy, w której na dodatek odnajdziemy pełno zjadliwej ironii, bezlitośnie wyśmiewającej wszystko, co w naszym kraju na to zasługuje. Czyli naprawdę sporo.

Najważniejsze jest jednak na końcu. Prawda, jak odpowiada komisarz Nemhauser żonie w ostatnim zdaniu książki, nie istnieje. I ta lakoniczna, bardzo celna pointa sprawia, że do książek Hagena na pewno będę wracał. Czarny kryminał ma w naszym kraju mistrza. Nazywa się Wiktor Hagen.

Advertisements

2 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s