Cena raju

Jennie Dielemans, Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym

pobraneJest taki mem internetowy, który głosi: Nieważne, dokąd pojedziecie, wszystkie pamiątki będą MADE IN CHINA. Podobne wrażenie można odnieść przeglądając foldery biur podróży. Białe ściany hotelu, palmy, basen, złoty piasek i lazurowe morze w tle. Gdziekolwiek nie pojedziemy, widok będzie taki sam. Przynajmniej ten, który zobaczymy my, turyści. Jednakowe hotele z jednakowo uprzejmą obsługą i jednakowymi basenami. Te same – nawet jeśli w różnych częściach świata – wycieczki fakultatywne i wieczory poświęcone czemuś, co ma nam dać próbkę lokalnej kultury. Wszystko allinclusive. I w promocyjnej ofercie last minute.

Książka Witajcie w raju próbuje rzucić światło na drugą stronę medalu, o której z reguły zapominamy, wchodząc do biur podróży po to, by obejrzeć zdjęcia „rajskich” plaż. Nie wiemy – lub nie chcemy wiedzieć – o realnych kosztach naszego wypoczynku. Za naszą przyjemność korzystania z plaży płacą lokalni mieszkańcy, którym zabrania się wstępu, by nie psuli swoim widokiem folderowego obrazka. Owszem, część z nich w zamian dostaje pracę w przemyśle turystycznym, ale nie to jest przecież żadne zadośćuczynienie. W poszukiwaniu wciąż nowych miejsc rozbudowuje się istniejące ośrodki w turystyczne molochy, pełne hoteli i ich otoczenia bez żadnego planu poszanowania natury czy lokalnych społeczności. Liczy się bowiem tylko zysk, jak największa stopa zwrotu inwestycji. No i oczywiście pośpiech, bo to, co jest modne dziś, jutro może być już dawno przebrzmiałą atrakcją. Wówczas pozostanie jedynie wykreować nowe modne miejsca letniego wypoczynku, pozostawiając za sobą hotele widma i zdegradowaną przyrodę.

Książka to gorzkie oskarżenie nas samych. Konsumpcjonizm, w jaki daliśmy się wtłoczyć, nakazuje nam brać i pożądać jeszcze więcej, bez żadnej refleksji o tym, że przecież nie ma nic za darmo na tym najlepszym ze światów. Lektura Dielemans na pewno nie zmusi nas do natychmiastowej zmiany przyzwyczajeń, ale może choć na chwilę potrafi nas zatrzymać i sprawić, byśmy innymi oczyma spojrzeli na kolorowe raje rodem z folderów biur podróży.

Reklamy

2 comments

  1. super! Lubie takie książki, które nas „zatrzymuja” . Choc wiemy o wielu rzeczach (nawet podswiadomie) to i tak spływa to po nas na codzień.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s