Andrzej Krajewski Skyliner

Uległem opisowi wydawcy i przeczytałem. Było tam porównanie do prozy Tyrmanda i Głowackiego, lokując książkowy debiut znanego (podobno, ja osobiście nie znałem twórczości Krajewskiego) grafika i plastyka, mieszkającego od lat w Stanach Zjednoczonych, wśród książek o polskich miłośnikach jazzu w ciemnych latach pięćdziesiątych. Dodatkowo pisano tam też i o tym, że to „powieść łotrzykowska”, opisująca życie półświatka we Wrocławiu tamtych lat. Nie oparłem się takiej pokusie, bo każdy z tych tematów mnie pociąga, nawet jeśli występuje w pojedynkę, co tu mówić  zaś o tak wspaniale zapowiadanym połączeniu, musiałem koniecznie jak najszybciej rozpocząć lekturę.

Jak to często bywa z podobnymi zapowiedziami, nie okazały się one w całości odpowiadające realnemu stanowi rzeczy. Co prawda wszystkie wymienione wyżej elementy występują w tej powieści, ale nie czynią z niej arcydzieła, czy choćby powieści mającej ogromne zadatki na podbicie serc i umysłów szerokich rzesz czytelników. Przypomina mi to nieco podobną sytuację w kuchni – nie ma znaczenia fakt, że korzystaliśmy z tych samych składników co mistrz kulinarnych dokonań, jeśli nie zrobiliśmy tego w odpowiedni sposób i jeśli brakuje nam „tego czegoś”, co jedni nazywają talentem, drudzy „iskrą Bożą”.

Nie jest to kompletny gniot, ale bywają momenty naprawdę mało strawne. Prowadzona w pierwszej osobie narracja, a także sama postać bohatera – młodego rysownika z dawnego „dobrego domu”, konstestującego siermiężną rzeczywistość głównie za pomocą namiętności do jazzu, którego słucha cały czas, i wielka miłość do wszystkiego co amerykańskie, pozwala zobaczyć alter ego autora. Nie byłoby może w tym nic szczególnego nawet, gdyby nie ciągle podkreślana, nawet jeśli jedynie w duchu, wyższość bohatera nad wszystkimi niemalże. Nie przeczę, że sporo ludzi z tak zwanego „awansu społecznego” nie grzeszyła ani intelektem, ani wiedzą, ani nawet odpowiednimi manierami, ale nie chcę też wierzyć w to, że nagle przestali istnieć zwykli ludzie, którym ani nie podobał się nowy ustrój, ani nie zachwycał swymi wspaniałościami Zachód. Na dodatek ciągłe powtórzenia, niemalże wyznania swej ogromnej miłości do jazzu, ciągłe podkreślanie własnej przebiegłości w kontaktach z innymi, nieustanne drobiazgowe wyliczenia kolejnych miłosnych podbojów i szczegółowe opisy własnych kreacji (oczywiście, wszystkie ciuchy były MADE IN USA) powodują znużenie i zirytowanie czytelnika. Bardzo ciężko jest wytrzymać ten ciągły zachwyt nad własną osobą, szybko się zresztą zaczyna wydawać, jakby był to jedyny powód powstania tej książki.

Akcja nie jest zbyt skomplikowana. Oto młody chłopak nie dostaje się na studia z powodu niewłaściwego pochodzenia, naturalną koleją rzeczy staje na komisji wojskowej. Na skutek przypadku zostaje wyznaczony mu termin powtórnej komisji, ma jednak pewność, że zostanie wcielony do armii. Postanawia uciec z Polski. Okazuje się, że jest to możliwe, kosztuje jednak niebagatelną sumę stu tysięcy złotych, którą trzeba zdobyć w kilka tygodni. Przy pomocy własnej pomysłowości i odrobinie szczęścia, udaje mu się nie tylko zdobyć wymaganą sumę, ale i kilka razy więcej. W oczekiwaniu na przerzut do zachodnich Niemiec, młody człowiek używa życia, słuchając jazzu, jeżdżąc luksusowym mercedesem i zdobywając kolejne kobiety. Opisywane zdarzenia przeplatane często są reminiscencjami z przeszłości, różnego rodzaju dygresjami i, przede wszystkim, opisami wspaniałości i świetności głównego bohatera.

Cierpliwy czytelnik zostanie jednak nagrodzony, bo ostatnie kilkadziesiąt stron powieści jest naprawdę dobrą literaturą. Odniosłem wrażenie, jakby był to zapis albo najbliższy rzeczywistemu obrazowi wnętrza autora albo powstał po prostu najwcześniej. Zresztą, może obie te kwestie nie wykluczają się wzajemnie, a raczej uzupełniają. przyszło mi na myśl, że książka pana w podeszłym już wieku (rocznik 1934) była swego rodzaju zapisem wspomnień młodości, w której czas wrocławski, przeżyty samodzielnie u progu dorosłości był właśnie takim życiem, pełnym przygód, zabawy i dbałością o własny wizerunek. Wiele osób podobnie przeżywa pierwszy okres opuszczenia rodzicielskiego domu, zachłystując się nagle otrzymaną wolnością, dopiero później nadchodzi poczucie odpowiedzialności, plany na przyszłość i dążenie do stabilizacji. I widać to wyraźnie pod koniec powieści, kiedy bohater wspomina swoje dzieciństwo, przypadające na czas wojny, tułaczki po wsiach i dworach, poczuciu straty i zagubienia z jednej strony i chęci zbudowania zwykłego, chłopięcego świata gier i zabaw, zwariowanych planów podróży i prób wchodzenia w świat dorosłych. I dla tych fragmentów warto po tę książkę sięgnąć, pomimo jej wad może się okazać, że ulegliśmy czarowi świata, którego już nie ma.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s