Miesiąc: Czerwiec 2010

Szczepan Twardoch „Obłęd rotmistrza von Egern”


Dzisiaj pora na recenzję debiutanckiej książki Szczepana Twardocha, jednego z najbardziej interesujących pisarzy młodego pokolenia, o którym zresztą pisałem już przy okazji jego nowych książek. Naprawdę warto przeczytać każdą rzecz, która wyszła spod pióra tego twórcy. Wiem, wie, brzmi to dość bałwochwalczo, ale taka jest prawda i nie zamierzam jej tu ukrywać.

Ta książka to zbiór opowiadań, rozpoczęty właśnie opowiadaniem, które dało tytuł całemu zbiorowi. To opowieść o opętaniu porucznika cesarsko – królewskich huzarów. Autor korzysta wprawdzie z wątków fantastycznych, akcja dzieje się podczas wymyślonej wojny, ale realizm, zwłaszcza historyczny jest tutaj na równych prawach. Twardoch bawi sie konwencjami, mieszając je w dowolny sposób, pełnymi garściami czerpie z wielu źródeł, miesza i przestawia składniki i przedstawia świetnie skonstruowaną opowieść wymykającą się znanym schematom.

Reklamy

Artur Górski „Al Capone w Warszawie”


Książka Górskiego to kolejny dowód na wciąż rosnącą popularność kryminałów retro, dziejących się w międzywojennej Polsce. Od czasu debiutu Marka Krajewskiego i jego cyklu o przygodach i śledztwach Eberharda Mocka, można zaobserwować stały wzrost zainteresowania podobnym klimatem powieściowym. A skoro jest na takie historie popyt, przybywa autorów piszących powieści w takich realiach i przybywa wydawców tego typu opowieści. Z mojego punktu widzenia, jako wielbiciela wszelakich utworów o tematyce kryminalnej, to naprawdę porządana sytuacja, mam bowiem z czego wybierać, mówiąc kolokwialnie.

Powieść Górskiego to bardzo poetyckie spojrzenie na naszą stolicę końca lat trzydziestych. Piszę poetyckie, bo właśnie takie uczucia wzbudza lektura książki. Przy czym jest to poetyka w takim romantycznym mocno stylu, odwołująca się do mitu Warszawy jako „Paryża Północy”, do filmów i szlagierów muzycznych epoki, do wspomnień rozrywkowego życia nocnego ówczesnej stolicy. Praktycznie na każdej stronie, a jest ich równo dwieście, znajdziemy mniej lub bardziej dosłowne opisy ówczesnej rzeczywistości. Mam nawet wrażenie, że momentami to po prostu zwykła obyczajowa powieść, w której wątek kryminalny spełnia się niejako na drugim planie. Wyraźnie widać to w drugiej części powieści, co daje poczucie zagubienia się autora we własnej fabule. A może to był jednak efekt zamierzony? Górski bowiem często podejmuje swego rodzaju grę z czytelnikiem, starając się mnożyć odniesienia do rzeczywistości nam współczesnej (polecam zwłaszcza scenę, w której inspektor marzy o wchodzeniu do domu podejrzanego po wysadzeniu drzwi, z długą bronią gotową do strzału, czy scenę finałową). Autor sam zresztą wspomina na wstępie o rozrywkowym przeznaczeniu swojej powieści i trzeba przyznać, że pod tym względem zamierzenie twórcy zostało zrealizowane. Perypetie śledcze komisarza Mieczysława Warsa i partnerującej mu podkomisarz Ludwiki Sawickiej czyta się naprawdę dość lekko i przyjemnie, co czyni z książki doskonała lekturę na letnie, urlopowe dni. A lato już się przecież zbliża.

Konrad T. Lewandowski „Elektryczne perły”


Świetny kryminał osadzony w realiach międzywojennych w Poznaniu, w trakcie trwania Powszechnej Wystawy Krajowej w 1929 roku, na 10 lecie osiągnięć niepodległej Polski. Autor kapitalnie oddaje ducha tamtych czasów, przytaczając wiele ówczesnych spraw, wydarzeń i osób. Mamy tutaj nadkomisarza będącego przyjacielem literatów z „Ziemiańskiej”, są – komiczne bardzo – dyskusje na tematy polityczne i historyczne, dużo też przykładów codziennego życia, wszystko to razem tworzy wspaniałą atmosferę, co czyni lekturę niezwykle przyjemną. Faktem jest, że zwolennicy „tradycyjnego” kryminału mogą się poczuć nieco rozczarowani brakiem strzelanin i elementów policyjnego śledztwa, nie umniejsza ani trochę walorów powieści. Autor świadomie podejmuje grę konwencjami, często tworząc dość zaskakujące historie i kreując swych bohaterów na przekór konwencjom. Nadkomisarz Jerzy Drwęcki nie znosi widoku trupów, nie nosi broni, przyjaźni się z literatami i posiada dużą i szczęśliwą, wielopokoleniową rodzinę. Można zastanawiać się momentami dokąd prowadzi fabuła, bo środek powieści biegnie dość niespiesznie, ale w moich oczach to kolejna zaleta, którą właściwie można ocenić dopiero po skończonej lekturze. Naprawdę szczerze polecam każdemu poszukującemu niebanalnej literatury rozrywkowej.