Andrzej Ziemiański TOY WARS

Lektura książki Ziemiańskiego przypomina skok do głębokiej czarnej wody – nie można złapać tchu, niewidzialne siły miotają twoim ciałem, tysiące myśli przebiega umysł w ułamku sekundy, czas paradoksalnie zwalnia mimo uczucia ogromnego pędu. Nawet nie za bardzo można zarejestrować moment, w którym przewracamy ostatnią już stronę i wracamy do rzeczywistości, w której tkwimy spokojnie w fotelu. I mogłoby owe przeżycie naprawdę być wstępem do czegoś więcej, co zwykle można doświadczyć przy lekturze powieści pokazującej kawałek świata w nowy dla nas sposób. Niestety, po lekturze TOY WARS wrażenia mijają równie szybko, jak wysycha woda po skoku do basenu w upalny dzień. Albo nawet szybciej.

Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że to literatura rozrywkowa i jej celem jest dostarczenie czytelnikowi owej rozrywki na czas lektury i nic poza tym. Zdaję sobie także sprawę z istnienia licznych fanów, tak gatunku en masse, jak i tego właśnie pisarza. Ale staram się patrzeć obiektywnym okiem i nadal nie mam tak naprawdę pojęcia, z jakiego powodu to jest dobra literatura. Dialogi, mających sprawiać wrażenie „mięsistych” są po prostu mówione w nieistniejący nigdzie sposób, gdzie skumulowanie bluzgów, niewybrednych epitetów i pieszczotliwych(?) zdrobnień ma prawdopodobnie  wpędzić w kompleksy zawodowych żołnierzy lub ludzi z półświatka. Zresztą, TOY WARS opowiada o ludziach pochodzących ze styku obu. Postaci głównych bohaterów, najemników światowej klasy, dla których prawdziwym życiem jest walka,  sprawiają mocno karykaturalne wrażenie, jakby miały parodiować samych siebie. Widać to zwłaszcza w przestrzeganiu niemalże uświęconego przekonania o tym, iż  prawdziwą przyjaźń można spotkać tylko na polu bitwy, choć i to nie zawsze, bo zaufanie to delikatna sprawa, jak wiadomo z tylu innych dzieł, nie tylko literackich, przedstawiających życie żołnierzy do wynajęcia. Nie jestem jednak przekonany, czy wymienione wyżej grupy społeczne zdecydują się poświęcić swój cenny czas na lekturę TOY WARS. Wątpię bowiem, by były one „targetem” autora. Jak sam bowiem wspomina – dość często! – w wywiadach, on chce być czytany przez biznesmenów w trakcie podróży i chce dać im poczucie przeżycia czegoś, o czym w głębi serca marzy każdy facet. I chyba z tego względu tematem wiodący jest seks, zabijanie i narkotyki.

Niestety, właśnie ów słynny odbiór grupy docelowej zaważył mocno nad tą powieścią. Wszyscy przyciągnięci sławą „Achai”, będą rozczarowani mocno. Jedyną wspólną rzeczą między tymi dwoma utworami jest obsadzenie kobiety w roli głównej bohaterki. Cała reszta to podrzędna próba napisania thrillera, gdzie próżno szukać nie tylko opisów przyrody, ale także dowodów na odczuwanie uczuć przez bohaterów. W dodatku postaci kobiece są opisane w tak szowinistyczny sposób, że autor powinien wystrzegać się spotkań z feministkami, choć wątpliwe, by TOY WARS stało się lekturą z zakresu gender studies. Całość zaś sprawia wrażenie skleconej na siłę opowieści, z której nic nie wynika. A przecież mogłoby być lepiej, nieprawdaż?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s